Kilka słów po programie Agnieszki Gozdyry – „Skandaliści”, w którym miałem przyjemność (sic!) uczestniczyć. W samym studio było dość gorąco, nie tylko ze względu na panującą tam temperaturę. Częste przerywanie wypowiedzi, a nieraz konieczność tłumaczenia podstawowych pojęć nieco irytowało. Niemal jak w domowym przedszkolu! A prowadząca? Prywatnie to bardzo sympatyczna kobieta. W programie odgrywa zupełnie inną rolę. Inna sprawa, że przekonałem się, że warto iść do przysłowiowej „jaskini lwa”, obsadzonej niemal samymi adwersarzami, by potem usłyszeć jak chwalą Pana Jezusa, czytają Ewangelię. Najwyraźniej Słowo Boże do nich dotarło, a właśnie to jest nasze katolickie powołanie! Czy to nie było klasyczne pójście na peryferie wiary, do czego wzywa papież Franciszek? Trzeba umieć zderzyć się z innym poglądem, bo latać po mediach, gdzie wszyscy nas głaskają po głowie, to chyba każdy potrafi.

Ucieszyły mnie słowa posła Gadzinowskiego, który niegdyś sprawował funkcję zastępcy Jerzego Urbana w tygodniku „NIE”, a na antenie Polsat News wyznał wiarę w Chrystusa. Dla mnie to było coś! Tak a propos, to już kolejne „małe nawrócenie” w Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Kilka dni temu ciepłe słowa Tomasza Kality o Radiu Maryja, w październiku 2016 sprzeciw Aleksandry Jakubowskiej ws. aborcji, a teraz publiczne Credo posła od „Hong Kongu”.

Ponadto nie będę ukrywał, że odczułem dużą satysfakcję masakrując niedokształconych lewaków z trybuny. Oni skończyli jakąś szkołę? Czy tak po prostu latają od trybuny do trybuny, kompromitując się i ściągając z kieszeni produkcji po 50 złotych na łebka?

Niemal same dobre wrażenia. Zwłaszcza, że w studio znalazło się miejsce dla Polski Niepodległej i Warszawskiej Gazety. Jak mawia klasyk – Alleluja i do przodu.

P.S. Dzięki za wszelkie słowa serdeczności.