„Kulturą nie jest postawienie sedesu w centrum sceny!” Wywiad z aktorką Katarzyną Łaniewską

O kondycji polskiej kultury, tych którzy ją osłabiają oraz o spektaklu „Klątwa” i zwolnieniu Cezarego Morawskiego z funkcji dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu z aktorką Katarzyną Łaniewską rozmawia Jacek Międlar.

JM: W którym miejscu leży granica, której w kulturze i sztuce nie powinno się przekraczać?

Podręczniki szkolne - sprawdź na Ceneo

KŁ: Żadna kultura i sztuka nie powinny przekraczać granicy dobrego smaku i godności człowieka. Jeżeli taka granica zostanie przekroczona, rzekoma „kultura” przestaje być kulturą, a „sztuka” przestaje być prawdziwą sztuką.

Zgadza się, ale kto albo co powinno wyznaczać takie granice?

Twórcy, którzy są powołani i opłacani do tego, by kreować przestrzeń kulturalną, która stanowi o przeszłości, teraźniejszości oraz przyszłości narodu. Dlatego kultura powinna być pielęgnowana z pieczołowitością. Kultura powinna budować i podtrzymywać dziedzictwo, z którego wyrastamy, powinna uświadamiać, wychowywać, bawić oraz wzruszać, nie zaś faszerować jedynie negatywnymi, ogłupiającymi bodźcami. Kulturą nie jest postawienie sedesu w centrum sceny, spuszczenie wody i wywołanie prymitywnego rechotu widowni. To nie ma nic wspólnego z kulturalną rozrywką.

Wspomniała Pani, że twórcy mają za zadanie wyznaczać granice, której w kulturze nie powinno się przekraczać. Stwierdzenie dość odważne, bo twórców mamy różnych, jak na przykład Rodrigo Garcia, reżyser wulgarnej „Golgoty Picnic”, który twierdził, że „ma prawo tworzyć sztukę, która obraża”.

Nie poznałam z autopsji twórczości Garcii i przyznam, że nie mam zamiaru przekonywać się czy jego spektakle mają cokolwiek wspólnego ze sztuką. Wszak prawdę mówiąc, z tego co słyszałam, twórczość tego pana przekracza wszelkie granice dobrego smaku.

Wydaje się, że dobry smak i godność człowieka przekroczył reżyser Oliver Friljić. Seks oralny z figurą papież, wieszanie kukły Jana Pawła II, profanacja krzyża, podcieranie się flagą Watykanu czy zbieranie funduszy na zamach na prezesa Kaczyńskiego. To tylko kilka wycinków z spektaklu „Klątwa”, którego premiera odbyła się w zeszłą sobotę na deskach Teatru Powszechnego.

Rodzi się podstawowe pytanie, kto sprowadził Friljića do naszego kraju? Kto opłacił jego bluźnierczy spektakl z pieniędzy polskich podatników? Człowiek, który z dumą stwierdza, że jest bezpaństwowcem śmie przerabiać polską klasykę – „Klątwę” Stanisława Wyspiańskiego i wystawiać ją na deskach naszych teatrów. Dzięki spolegliwości aktorów Teatru Powszechnego, udało mu się w Warszawie. Kogo mają przyciągnąć tego typu spektakle? Hołotę kulturalną? Kretynów z najwyższej półki? A może panienki co się poprzebierały w czarne sukienki i parasolki wzięły do ręki?

PRZECZYTAJ (KLIK): SZKOŁA FRANKFURCKA NA DESKACH TEATRU POWSZECHNEGO. KTO ZAINICJOWAŁ „DŁUGI MARSZ PRZEZ KULTURĘ”?

Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus namawia do obejrzenia tego spektaklu.

Kim jest ta kobieta? To pospolita i podła prowokatorka, która chwali się w mediach, że weźmie udział w spektaklu po raz drugi. Pamiętam, gdy Jerzy Urban powiedział o papieżu Janie Pawle II, że ten ma mentalność jakiegoś „wiejskiego proboszcza”. To była obraza dla naszego papieża. Ale czymże były te słowa wobec tego, co robią ci którzy mają być uważani za twórców polskiej kultury, opluwając katolickie wartości. Ja tylko czekam, żeby zamiast profanowanego krzyża, czemu przyklaskuje Scheuring-Wielgus znalazła się gwiazda Dawida albo Koran. Cała Europa by wtedy wrzała na czele z posłanką .Nowoczesnej. Próbuje nam się wmówić, że jesteśmy krajem bez wartości bez dumy, zabraniając nam bronić krzyża i obraźliwie nazywając nas „moherami”. To swoiste himalaje hipokryzji!

Poseł PiS Dominik Tarczyński złożył zawiadomienie do prokuratury ws. „Klątwy”. Piotr Rybak za spalenie kukły Żyda na wrocławskim rynku otrzymał wyrok 10 miesięcy pozbawienie wolności. Myśli Pani, że możemy oczekiwać równie surowego wyroku dla chorwackiego reżysera?

Nie oczekiwałabym sprawiedliwych konsekwencji. Kondycja polskiego wymiaru sprawiedliwości wciąż jest w opłakanym stanie. Świadczą o tym chociażby – wydawać by się mogło błahe – ostatnie skandaliczne kradzieże polskich sędziów elementów wiertarki czy sprzętu elektronicznego, albo zwolnienie z aresztu hochsztaplera, który metodą „na wnuczka” oszukał ludzi na setki tysięcy złotych. Na szczęście na bluźnierczy spektakl zareagował Kościół katolicki, który najwyraźniej się przebudził, a konkretnie wspaniały arcybiskup warszawsko-praski Henryk Hoser, który wezwał do modlitwy przebłagalnej i zadośćuczynienia za dokonujące się na scenie bluźnierstwo oraz zachęcił do modlitwy o łaskę nawrócenia dla wszystkich, którzy przyczynili się do powstania tej bulwersującej inscenizacji.

PRZECZYTAJ (KLIK): WIĘZIENIE ZA SPEKTAKL NIENAWIŚCI? ZAWIADOMIENIE DO PROKURATURY WS. „KLĄTWY” (art. 256 §1 k.k.)

Tymczasem zdaniem dyrektora Biura Kultury m.st. Warszawy „Klątwa” to „wspaniałe i ważne przedstawienie”.

Skoro pracownik pani Bufetowej jest tak bardzo zachwycony tym przedstawieniem, to nie powinien być dyrektorem Biura Kultury, ale miejskiego szaletu. Rozumiem, że ten człowiek może mieć ubytki umysłowe, ale nie mogę pojąć dlaczego moi młodsi koledzy i koleżanki aktorzy, do tego typu spektakli przykładają swój ewentualny talent i jeszcze wyrażają oburzenie, że nie mogą zbierać na śmierć prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Przecież to już totalne zezwierzęcenie.

Spektakl promowany jest również przez posłankę .Nowoczesnej, Joannę Scheuring-Wielgus, która z drugiej strony – w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM – mówi, że św. Jan Paweł II jest dla niej ikoną.

To nie jest kobieta, która zasługuje na miano posła Rzeczypospolitej. To zwykła… lepiej ugryzę się w język. Ten człowiek nie reprezentuje żadnych wartości. Jej zachowanie przypomina ekshibicjonistę, który publicznie się obnaża tylko po to, by inni zwrócili na niego uwagę. Inna sprawa, że widząc jej zachowanie w Sejmie, odnoszę wrażenie, że jest nafaszerowana jakimiś prochami. To kobieta szukająca taniego poklasku.

Problem w tym, że tego rodzaju bluźnierczy spektakl „Klątwa”, nie jest pierwszym tego typu przedstawieniem na deskach finansowanego z pieniędzy podatników teatru. Wcześniej byliśmy świadkami wspomnianej „Golgoty Picnic”, porno-spektaklu „Śmierć i dziewczyna” czy „Do Damaszku” Jana Klaty. Gdzie tkwi źródło upadku polskiej sztuki? A może to upadek pojedynczych osób, którym zależy na destrukcji polskiej kultury?

Myślę, że to świadome działanie polonofobicznych sił. Wystarczy spojrzeć na wykształcenie niektórych dyrektorów teatrów czy kadrę akademicką w państwowych szkołach teatralnych. Kiedyś to byli wysoce wykształcone persony, które ukończyły przynajmniej dwa fakultety. Nie brakowało takich nazwisk jak: Zelwerowicz, Kreczmar, Łomnicki, Łapicki, Zapasiewicz. A teraz? Kto wykłada w szkołach teatralnych?

Czynieniu z teatru kuźni nihilizmu, a nie kuźni wartości, przez lata sprzyjał Krzysztof Mieszkowski. Decyzja o usunięcia go ze stanowiska dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu i zastąpieniem go dbającym o wysoki poziom kultury Cezarym Morawskim zaowocowała wciąż trwającą falą protestów aktorów. O co walczą ci aktorzy? O tanią komercję i upadek narodowego dziedzictwa?

Mieszkowski to klasyczny przypadek tego, o czym przed momentem powiedziałam. Przez lata, wrocławskim teatrem kierował człowiek bez jakiegokolwiek wymaganego wykształcenia. Najwyraźniej wrocławscy aktorzy, którzy na czele z Mieszkowskim przeprowadzają protesty i grożą nie wpuszczeniem pana Cezarego Morawskiego do budynku teatru, to ludzie, których nie nazwałabym ludźmi kultury. Oni bronią swoich stołków, gdyż boją się, że nie zostaną zaangażowani w żadnym innym teatrze. Niestety według najświeższych wiadomości, Cezary Morawski nie będzie dyrektorem Teatru Polskiego we Wrocławiu, co oznacza, że na razie zło zwyciężyło dobro.

Wywiad ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa [marzec 2017]

6 komentarzy do “„Kulturą nie jest postawienie sedesu w centrum sceny!” Wywiad z aktorką Katarzyną Łaniewską

  1. Bardzo ważny głos aktorki wielkiej klasy – Pani Katarzyny Łaniewskiej. Nic dodać, nic ująć. Szkoda, że jeden z nielicznych w tej tonacji, reprezentantów kultury, sztuki, nauki. A tu trzeba głośno krzyczeć, bo dzieje się niewybaczalne bluźnierstwo ! Bierność wielu wiernych a także pasterzy poraża. I pomyśleć, że jeden z niewielu księży, który działa aktywnie w obronie wiary katolickiej i którym jest Ksiądz Jacek jest suspendowany. Ale pamiętajmy czasy Świętego Atanazego, bo nasuwa się masa podobieństw.

  2. Gdzie tkwi źródło upadku polskiej sztuki? Wystarczy przypomnieć sobie zestawy postulatów dekadentów z przełomu XIX i XX wieku. Ostentacyjnego niszczenia tradycji i wartości moralnych przez pseudoartystów tamtego czasu – nie wspominając już o zwyczajnych degeneratach i socjopatach związanych z dadaizmem, futuryzmem czy późniejszą tzw. antysztuką… Tak naprawdę tego rodzaju działalność (wyrosła z tamtych haseł) to ”sztuka” w proszku – jak rozpuszczalna zupka instant, substytut, sztuczne i sproszkowane poczucie własnej wartości i samozadowolenia. Tego rodzaju ”sztuka” daje szansę wylansowania nawet największemu debilowi: bez myślenia, bez stadium męczącej nauki, długich poszukiwań, rozpoznawania własnego stylu. Wystarczy wyjść na scenę, zacząć pluć, rwać Biblię i obrażać innych, aby w ciągu minuty powstało ”dzieło” posiadające strukturę i kontekst nietykalności… Często nie ma nikogo odważnego, kto powiedziałby kategorycznie: to bezużyteczny śmieć. Jeśli ktoś taki się pojawia to od razu podnosi się alarm, że jest niedemokratycznym i subiektywnym chamem nie rozumiejącym sztuki. Myślę, że zabawa jest tutaj słowem kluczowym – modernizm to zabawa w sztukę, zabawa w kulturę. Tak jak w bajce dla dzieci: dotykasz i wszystko staje otworem; bez potu, bez peregrynacji w zakamarki własnego umysłu i osobowości. Zabawa pozbawiona konsekwencji błędu, pełna wykluczeń; sprawia, że tak kreowana ”sztuka” to antyintelektualizm, bezrefleksyjna doraźność; co więcej, wciąż zachęcająca do obniżania standardów i odmóżdżania odbiorców. Pojęcia niegdyś związane nierozerwalnie ze sztuką i jej definicjami np. warsztat, umiejętność, wyrafinowanie, rozwaga, zaduma, stopnie rozwoju i samodoskonalenia – wszystko to zostało przez dekadentów zastąpione przez otwarte na oścież bramy nowoczesności; ktoś nie ma uzdolnień? Żaden problem. Zerowa znajomość warsztatu? Nie szkodzi. Nic ciekawego do przekazania? To nawet lepiej. Po prostu niech będzie otwarty na dekadentyzm, brzydotę i zjełczałe zepsucie, toksyczne, złe i chore – moderniści nazywają to uwolnieniem ”estetyki” od tyranii konserwatywnych oczekiwań, czyli mówiąc krótko: im gorzej, tym lepiej…

    Wszystko miało swój początek na przełomie XIX i XX wieku i wciąż sukcesywnie pogłębiało się – pierwszy ujawniający się w malarstwie, muzyce, teatrze, literaturze przejaw kryzysu kultury łacińskiej, początek kpiny z tradycyjnych wartości kulturowych; stanowił on atak na dotychczasowe koncepcje artystyczne; był wywrotowym nurtem zawierającym pierwiastek rewolucyjnej nowości karmiący się dekadenckimi wizjami schyłkowości i upadkowości cywilizacji europejskiej. Przedstawiciele tego nurtu wprowadzali nowe, obrazoburcze atrybuty twórców łamiących dawne stereotypy; wyszydzali i deformowali historyczne dziedzictwo Europy etc… – i to jest odpowiedź na pytanie o źródło upadku kultury nie tylko polskiej, ale łacińskiej w całej rozciągłości tego tematu… Bez tamtych postulatów dziś nie byłoby „Klątwy”, a Frljić byłby np. pakowaczem podrobów…

  3. Waldemar Kodur mówi :
    Super aktorka, odważna kobieta. Mówi tak jak jest. Podziwiam ją z marszów w obronie TV TRWAM oraz ze Mszy Świętych 10 każdego miesiąca w Warszawie. Mile ją wspominam z serialu PLEBANIA oraz z komentarzy w sobotnie ranki w TVP info u red. Karnowskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *