In vitro nie jest w Polsce zabronione, ale nie będziemy go finansować ze środków publicznych – we wrześniu 2016 roku powiedział minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Mimo, iż rząd wycofał się z finansowania in vitro, minister Radziwiłł zapowiedział, że nie będzie ingerował w programy zdrowotne samorządów. A to oznacza to, że refundacja eugenicznego zabiegu nadal jest realna… Tylko tym razem z budżetów miast.

Minister Zdrowia rządu PO-PSL Marian Zembala, „na odchodnym” podjął decyzję przedłużającą program in vitro do 2019 roku. Prawo i Sprawiedliwość wycofało decyzję poprzednika, ale to nie wystarczyło w zaprzestaniu eugenicznego procederu, który bez wątpienia jest in vitro. Kilka tygodni temu w mediach pojawiły się informacje, jakoby ministerstwo zdrowia miało ingerować w programy zdrowotne samorządów. W sprawie interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, pytając resort zdrowia, na ile doniesienia dziennikarzy są prawdziwe. Ingerencja ministerstwa zdrowia mogła oznaczać zawieszenie programów polityki zdrowotnej prowadzonych przez niektóre gminy, powiaty i samorządy województwa, a dotyczących finansowania procedury in vitro, a to dla Bodnara byłoby nie do zaakceptowania. Konstanty Radziwiłł zaprzeczył, jakoby zamierzał ingerować w programy samorządów, dając tym samym zielone światło, by samorządy finansowały nieetyczne zabiegi in vitro.

Samorządy głosują nad ludzkim życiem

W związku z tym, że zabieg in vitro nie jest już finansowany z budżetu państwa, sprawą refundacji zajęły się samorządy. Częstochowa finansuje zabiegi in vitro już piąty rok, jednak w ostatnim czasie, najwyraźniej w obliczu zbliżających się wyborów samorządowych w 2018 roku oraz decyzji ministra Radziwiłła, w wielu innych gminach trwają głosowania nad projektem refundacji z budżetu miasta. Prędko po 30 czerwca 2016 roku, kiedy zakończyło się finansowanie in vitro z budżetu państwa, łódzcy radni przegłosowali miejski program in vitro, z którego skorzystało już 125 par. Podobne uchwały przegłosowali radni z Bydgoszczy, Poznania oraz Sosnowca.

Dwa tygodnie temu o finansowaniu in vitro decydowali radni z Wrocławia. Przygotowany projekt uchwały przez koalicjantów prezydenta Rafała Dutkiewicza, czyli polityków z .

Nowoczesnej, zakładał wprowadzenie dofinansowania zabiegów in vitro na lata 2017-2019. Jego realizacja kosztowałaby miasto 2,1 mln zł. W czasie obrad, przed wrocławskim ratuszem oraz w samym budynku protestowali członkowie organizacji pro-life oraz Oddziału Polski Niepodległej.

– Absurdalnym jest obciążanie budżetu gminy tak drogimi zabiegami o skrajnie niskiej skuteczności. Poza tym, z punktu widzenia katolika i zwykłego przyzwoitego człowieka, popieranie zabiegów in vitro jest niemoralne, ponieważ nieuniknionym elementem tej procedury jest zabójstwo – mówi Marcin Bogucki, dowódca OPN.

Na szczęście, podczas głosowania podzielił się klub Rafała Dutkiewicza i projekt został odrzucony.

– Wartość życia nie może być różnicowana ze względu na fazę rozwoju człowieka. Żadne racje naukowe, czy ludzkie trudności, nie uprawniają do łamania natury i niszczenia ludzkiego życia – przekonywał radny Jan Chmielewski. Podczas swojego wystąpienia cytował papieża Jana Pawła II: „Zapłodnienie in vitro jest niemoralne”.

PRZECZYTAJ (KLIK): TERAZ EMBRION W WISIORKACH, POTEM DYWAN ZE SKÓRY MAŁŻONKA? SZALEŃCZY MARSZ ZWYRODNIAŁEGO LEWACTWA

Podobnie jak wrocławianie, radni z Opola, Tychów oraz Krakowa odrzucili projekt refundacji in vitro. Jednak podobnych głosowań szykuje się w Polsce o wiele więcej. Do głosowania nad finansowaniem in vitro przygotowuje się Warszawa oraz Gdańsk, gdzie 23 lutego zostanie podjęta decyzja. Protesty w Gdańsku zapowiada organizacja Human Life International Polska, która wystosowała oficjalny list.

Metoda zapłodnienia pozaustrojowego „in vitro” jest bardzo kontrowersyjna. Wiele ludzkich embrionów ginie podczas tej procedury. Można postawić wiele pytań i zarzutów. Jest też mało skuteczna i bardzo kosztowna. Projekt tej uchwały dyskryminuje osoby, które mają problemy z płodnością i leczą się prywatnie, stosując naprotechnologię – napisała Ewa Kowalewska z HLI.

Głosowania nad finansowaniem eugenicznego procederu w samorządach to odpowiedź na słuszną decyzję ministra Konstantego Radziwiłła, tj. likwidację rządowego projektu finansowania in vitro oraz tę niesłuszną, czyli brak ingerencji w decyzje samorządów jeśli chodzi o realizację samorządowych projektów zdrowotnych. W związku z tym obywatele muszą brać sprawy w swoje ręce i przekonywać radnych samorządów, by nie podejmowali decyzji o finansowaniu zabiegów in vitro.

Turystyka in vitro w Polsce

Poza zmasowanymi głosowaniami w samorządach na temat refundacji in vitro, z zabiegiem wiąże się „turystyka”, która rozwija się w Polsce w zawrotnym tempie. W celu implantacji zarodka, do Polski przybywają pacjenci niemal z całego świata. Z zabiegu korzystają najczęściej Niemcy, Brytyjczycy, Amerykanie, Rosjanie, a od niedawna także obywatele Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Nigerii czy Tanzanii. Powód jest banalny – procedura jest u nas o wiele tańsza. Według danych PwC w Europie Środkowo-Wschodniej rynek ten rozwija się w tempie 12-15 proc. rocznie, co sprawia że biznes in vitro w Polsce jest jednym z najbardziej rozwojowych w Europie. Polskę rocznie odwiedza ponad 400 tys. zagranicznych pacjentów.

Z zabiegów in vitro zaczyna korzystać coraz więcej osób. Z jedne strony jest to rezultat wielkiego przemysłu in vitro, który przedstawia zabieg jako zupełnie bezpieczny i zgodny z uniwersalnymi zasadami etycznymi. Z drugiej strony to efekt propagandy takich celebrytek jak Małgorzata Rozenek czy Beyonce, które chwalą się przeprowadzonym in vitro oraz dzielą się z jakimi dylematami zmagały się przy wyborze „odpowiedniego zarodka”.

Z metodą in vitro, nad którą prowadzonych jest obecnie mnóstwo debat, a której turystyka znacząco w Polsce wzrasta, czyniąc z nas eugeniczne „Eldorado”, wiąże się mnóstwo kontrowersji. Rozwój tego biznesu nie został zatrzymany radykalnym stanowiska ministerstwa zdrowia, które zważywszy na katolicką praktykę szefa resortu, moglibyśmy oczekiwać. Polacy mają wiele do powiedzenia, zwłaszcza w związku z głosowaniami w samorządach nad refundacją in vitro, tylko czym dokładnie jest ten zabieg dlaczego nie wolno go popierać?

Fakty i mity in vitro

Biorąc pod uwagę fakt, że ilość bezpłodnych par na świecie wynosi ponad 15%, metoda zapłodnienia in vitro, czyli metoda zapłodnienia polegająca na doprowadzeniu do połączenia gamety żeńskiej i męskiej w warunkach laboratoryjnych, wydaje się być właściwą odpowiedzią na problem społeczny, a zarazem zdrowotny. Tak twierdzą eugeniczni lobbyści oraz propagandziści odpowiedzialni za ogromny przemysł związany z zabiegami in vitro. Nic z tych rzeczy. Po pierwsze, in vitro nie jest odpowiedzią na problem zdrowotny, ponieważ nie leczy niepłodności, a po drugie nie odpowiada na problem społeczny, ponieważ nie dość że jego skuteczność – w najbardziej optymistycznych statystykach – wynosi zaledwie 20%, to w wyniku jego przeprowadzania więcej istnień ludzkich po prostu ginie aniżeli pozostaje przy życiu.

Najczęściej procedura in vitro polega na implantacji do organizmu matki kilku zarodków, których liczbę „redukuje” się najczęściej do jednego. Niebezpieczeństwo związane z ciążą mnogą, która traktowana jest powszechnie jako dysfunkcja, próbuje się usunąć poprzez „selektywną aborcję”, eufemistycznie nazywaną przez eugeników „redukcją embrionalną”. Po co takie słowotwórstwo? Po to by uśpić sumienie potencjalnego klienta, a społeczeństwu wmówić, że in vitro to „błogosławiony zabieg” rozwiązujący problem niepłodności na świecie. Podobnie, zamiast mówić o istocie ludzkiej, a nawet o embrionie, niektórzy eugenicy mówią o pre-embrionie.

Ponadto przy procedurze in vitro, zarodki zwykle są zamrażane, by potem mogły zostać wykorzystane przez tę samą lub inną parę rodziców, użyte do doświadczeń, które kończą się ich śmiercią, do przemysłu farmaceutycznego, budowlanego (sic!) albo by zostały wykorzystane jako komórki macierzyste, na przykład przy leczeniu mięśnia sercowego. Ot tak, zarodek w istocie posiadający wszelkie prawa, które przysługują istocie ludzkiej, traktowany jest gorzej niż rybki w akwarium.

Z in vitro wiąże się jeszcze jeden kardynalny problem – rodzicielstwo. W skrajnych przypadkach, dziecko może mieć nawet pięcioro (sic!) rodziców: biologiczni rodzice (2), kobieta, która „doniosła ciążę” (1) i rodzice adoptujący dziecko, czyli rodzice społeczni (2). Świadczy to o tym, że in vitro nie tyle nie odpowiada na problemy społeczne, jak głoszą to eugeniczni propagandziści, ale działa destrukcyjnie, niszcząc więzi rodzinne.

Głosowanie nad prawem do życia

Niestety, w świecie zapanował subiektywizm moralny, który doprowadził do absurdalnej sytuacji, kiedy możni tego świata na drodze demokratycznego głosowania decydują o człowieczeństwie i prawie do życia setek tysięcy nienarodzonych dzieci, które albo technicznie zostaną implantowane do organizmu matki, albo zostaną eksterminowane. Być może wymagam od pana ministra Konstantego Radziwiłła zbyt wiele, ale powinien zrobić wszystko co w jego mocy, aby zastopować ten w rzeczywistości zbrodniczy (sic!) proceder, a w zamian finansować naprotechnologię, której skuteczność sięga nawet 80% i jest realną odpowiedzią na problem zdrowotny i społeczny jakim jest niepłodność.

Kto z nas chciałby żyć w kraju, w którym w samorządach głosuje się nad prawem do życia tysięcy nienarodzonych dzieci oraz prawem do poczęcia w wyniku, naturalnego, miłosnego aktu seksualnego? Kto z nas chce żyć w kraju, gdzie zamiast realnego leczenia niepłodności, finansuje się mało skuteczną i nieetyczną procedurę in vitro?

Procedura in vitro wiąże się z licznymi kontrowersjami. Poza znacznym nadwyrężaniem budżetu miasta, które nie idzie w parze z mizerną skutecznością zabiegu, finansowanie sztucznego zapłodnienia z pieniędzy podatników jest nie do przyjęcia, ze względu na jego – zaprzeczający prawu naturalnemu – eugeniczny charakter. Poza tym, czy Polska, która dla zagranicy staje się eugenicznym Eldorado, daje dobry przykład na arenie międzynarodowej? Czy taką iskrę miał na myśli Jezus w rozmowie ze Świętą Siostrą Faustyną? Liczę na radykalne decyzje ze strony ministerstwa zdrowia oraz radnych samorządów, którzy będą decydować o losie tysięcy niewinnych istnień ludzkich.