„Stalinowski publicysta ponad Wyklętymi!” Reportaż z uroczystości upamiętniającej bohaterów NSZ z oddziału „Bartka” [WIDEO]

14 września na Polanie Śmierci w Starym Grodkowie (województwo opolskie) odbyła się uroczystość upamiętniająca ofiary mordu na Żołnierzach Wyklętych z oddziału kpt. Henryka Flamego pseud. „Bartek”. Przybyło wielu patriotów, ale mogło być jeszcze więcej. O uroczystości nie informowały lokalne media. Można się było o niej dowiedzieć jedynie pocztą pantoflową. Wielka szkoda. Dla porównania, odsłonięcie pomnika stalinowskiego publicysty Tadeusza Mazowieckiego, zapowiadał mainstream z głową państwa na czele.

Henryk Flame to jeden z najwybitniejszych dowódców podziemia niepodległościowego mężnie walczącego ze stalinowskim okupantem po 1945 roku. „Bartek” był kapitanem Narodowych Sił Zbrojnych, a dokładnie dowódcą VII (Śląskiego) Okręgu NSZ. W lutym 1945 zgromadził wokół siebie rzeszę Polaków, którymi obsadził komisariaty Milicji Obywatelskiej, samemu obejmując stanowisko komendanta miejscowego. Ich celem było skuteczne zdeptanie komunistycznej stonki, która rozmnażała się na polskiej ziemi. Od maja 1945 do lutego 1947 stał na czele największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim, którego liczebność, w szczytowym okresie, wynosiła ponad 300 dobrze uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy. We wrześniu 1946, w wyniku ubeckiej prowokacji, co najmniej 167 żołnierzy zgrupowania „Bartka” zostało wywiezionych na Polanę Śmierci i zamordowanych.

Podręczniki szkolne - sprawdź na Ceneo

W obliczu trudnej sytuacji Flame podjął decyzję o ujawnieniu się przy najbliższej okazji, którą stała się uchwalona 22 lutego 1947 amnestia. Sam „Bartek” z najbliższym otoczeniem ujawnił się dopiero 11 marca 1947 roku w Cieszynie. Komuniści, lekceważąc założenia amnestii, nie zamierzali odpuścić niezłomnym żołnierzom NSZ. Rozpoczęli więc kolejną prowokację, mającą na celu wymordowanie Flamego i jego żołnierzy. „Bartek” został zamordowany 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod Czechowicami. Zamachowcem był miejscowy milicjant Rudolf Dadak, który nigdy nie został osądzony za swoją zbrodnię, tak samo jak inspiratorzy zamachu (m.in. Henryk Wendrowski). Pomimo prowadzonego śledztwa, nie zostali oni ujawnieni ani postawieni przed sądem.

Potrzeba było 70 lat by odnaleźć ciała części oddziału „Bartka”. Dopiero w 2016 roku, udało je się odnaleźć na wspomnianej Polanie Śmierci.

Podczas uroczystości została odprawiona msza święta polowa, a po niej zabrała głos m.in. Katarzyna Czochara (PiS), która przypomniała z jakim podstępem zostali zamordowani żołnierze z oddziału „Bartka”.
Pod pozorem przerzutu na Zachód organizowanego przez przywództwo NSZ podwładni majora Flamego zostali ściągnięci do trzech miejsc na Opolszczyźnie. (…) Żołnierzy upewniano, że są wśród swoich. Poczęstowano ich kolacją i trunkami po czym zamknięto w zaminowanym budynku, który został wysadzony w powietrze. Tych, którzy przeżyli dobito strzałem w potylicę. Nie możemy być obojętni wobec tak nieludzkiej zbrodni. Ich sprawców nigdy nie osądzono, ale my możemy spełnić nasz święty obowiązek wobec pomordowanych. Godnie pochować, chronić i pamiętać o miejscu mordu, by stało się miejscem pamięci o wiernych do końca swoich dni żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych – powiedziała Czochara.

W imieniu wiceprezesa Instytutu Pamięci Narodowej prof. Krzysztofa Szwagrzyka przemówił dr Tomasz Greniuch, założyciel struktur Obozu Narodowo-Radykalnego na Opolszczyźnie, a zarazek autor licznych publikacji historycznych.
W czasie okupacji [sztandar Polski niepodległej] podjęli żołnierze Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i innych formacji niepodległościowych. Wrzesień krwawy piętnem odbił się zwłaszcza na ziemi żywieckiej i cieszyńskiej. To właśnie tam okupant, w ciszy Beskidów dobijał ostatnich wiernych testamentowi Polski niepodległe – zaznaczył Greniuch.

Uroczystość była podniosła. Żołnierzy Wyklętych uczczono salwą honorową oraz apelem pamięci. Liczne delegacje złożyły kwiaty pod pomnikiem w kształcie kilkunastometrowego krzyża.
Niestety podczas uroczystości zabrakło przedstawiciela Kancelarii Prezydenta czy Premiera, a przecież jeszcze kilka dni temu uczestniczyli w odsłonięciu popiersia stalinowskiego publicysty Tadeusza Mazowieckiego. Czyżby Mazowiecki, w którego rządzie zasiadały takie komunistyczne aparatczyki jak Czesław Kiszczak, Artur Balazs, Jacek Kuroń, Florian Siwicki, Marcin Święcicki, Franciszek Wielądek, a w latach 50. i 60. żołnierzy podziemia niepodległościowego porównywał do oprawców z Dachau i domagał się ich ekskomuniki, zasługuje na większe honory niż realni bohaterowie Rzeczypospolitej? Tę sprawę skomentował dr Tomasz Greniuch.
– W mojej ocenie tego typu postacie jak Mazowiecki, są postaciami bardzo kontrowersyjnymi. W latach 50. i 60. Tadeusz Mazowiecki szkalował Żołnierzy Wyklętych stąd w mojej ocenie, nie jest on osobą godną uczczenia, a tym bardziej przez głowę państwa.

– Historia zgrupowania Bartka to historia przerwanych pokoleń Polaków i dzisiaj naszym obowiązkiem jest, przede wszystkim młodych pokoleń reprezentowanych przez stowarzyszenia patriotyczne, społeczne, kibiców, łączenie tych łańcuchów. Tymi ogniwami są zamordowani zupełnie anonimowo, żołnierze kapitana Henryka Flamego „Bartka”, ale również inni Żołnierze Wyklęci i odnoszę wrażenie, że udaje nam się łączyć te kolejne ogniwa. W mojej ocenie możemy doczekać się solidnego łańcucha, który łączy pokolenia: Polski niepodległej II RP i Polski, którą dzisiaj budujemy.

Od 30 lat polska historia jest zakłamywany. W miejsce prawdziwych bohaterów wpycha się wrogów ojczyzny czy zdrajców takich jak Mazowiecki lub Lech Wałęsa. Jeśli nie odkłamiemy zakłamywanej pamięci nie zrealizujemy celu, którzy przyświeca każdemu polskiemu patriocie czyli Wielkiej Polski. Wiele zależy od nas.

Przeczytaj także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *