Lecha Wałęsy rozmowa z bratem. Prawdziwe oblicze „joblisty” [NAGRANIE Z IPN]

29 września 1983 roku w miejscu „odosobnienia” w Arłamowie Lech Wałęsa świętował swoje 39. urodziny. Z wizytą przybył jego brat Stanisław. Całe spotkanie zostało zarejestrowane na taśmach, z których wyłania się prawdziwe oblicze Lecha Wałęsy – wyjątkowego prymitywa i zapatrzonego w siebie megalomana. Co dokładnie powiedział kolega Kiszczaka?

PRZECZYTAJ I OBEJRZYJ: Jak Wałęsa przyznawał się do współpracy i opijał się podczas internowania. Nawet Miller mu nie wierzy! [WIDEO]

Podręczniki szkolne - sprawdź na Ceneo

Zanim przedstawię Państwu stenogram wywiadu, który – z uwagi na przejrzystość – nieco lepiej przyswaja się w wersji pisanej (poniżej) aniżeli audio (powyżej), wskażę na godne szczególnej uwagi kwestie zawarte w dyskusji Lecha ze Stanisławem.

Intelektualista Wałęsa

Lecha Wałęsy specjalnie nie interesowały losy ojczyzny. Piękne, patriotyczne słówka były tylko przykrywką do pompowania własnego ego. W swoim działaniu kierował się szukaniem taniego poklasku, blichtru i wygody, którą zapewniły mu Służby Bezpieczeństwa, czemu sam dowodzi w wywiadzie, który kilka lat temu udzielił Monice Olejnik. W czasach, gdy realni opozycjoniści i ci, którzy nie szli na układ z komunistyczną władzą, z trudem wiązali koniec z końcem, Wałęsa „rozkminiał” jak bezpiecznie ulokować miliony dolarów w zagranicznych bankach i ustawić w ten sposób przyszłość swoją, rodziny oraz spowinowacone pociotki. Czy można w tym miejscu mówić o choćby pierwiastku polskiej ideowości czy bohaterszczyzny? W żadnym calu. Moja stara uważa, bo ona jest zaślepiona w tej Polsce, ona uważa to inaczej, ale ona się na tym nie zna – mówi noblista. W innym miejscu „intelektualista” Wałęsa mówi: Nie opieraj się na mojej starej, która jest podrzędna, dobra kobieta, ale naprawdę głupia. To jest prosty człowiek, który ma siedem klas.

Liczą się miliony

Na uwagę zasługują także słowa Wałęsy dotyczące jego realnego stosunku do Kościoła katolickiego, z którego usług, m.in. w Banku Watykańskim, zamierzał korzystać, a którym w istocie gardzi, a nawet uważa go za swojego niewdzięcznego ex-partnera. Kościół idzie dalekowzroczną polityką i mnie hamuje, trzyma mnie, kurwa, prawie za rękę. Ja im, kurwa, załatwiłem wszystkomówił Wałęsa.

"Głupia" Danuśka odbiera Nobla / Fot. PAP
„Głupia” Danuśka odbiera Nobla / Fot. PAP

Megalomania Wałęsy sięgnęła tak daleko, że ten nie chciał dopuścić do udzielenia nagrody Nobla papieżowi Janowi Pawłowi II. Uważał, że to jemu należy się ten laur, bo – jak sugerował – on by go dobrze spożytkował. Chciałbym tego Nobla mimo wszystko dostać chociaż cholera wie, bo Kościół mi neguje. Bym dostał, żeby nie Kościół, ale Kościół zaczyna mi wbijać, bo ma inną politykę, dalekowzroczną. (…) Staję w kolizji z papieżem. (…) Nie, nie pod tym kątem, błąd, ja powinienem się zrzec na koszt papieża, a jednocześnie nie mogę się zrzec, bo w sumie chcę. Nie chodzi mi tam o to, żebym się szarpał; chodzi o polityczną rzecz, gdybym dostał. Ale już wyjechał Orszulik wczoraj, albo pojedzie w tym tygodniu. Będzie załatwiał przeciw mnie, mimo że to jest mój przyjaciel. Problem polega na tym, że oni nie chcą, żebym stawał w szranki z papieżem, bo oni liczą, że papież przyjedzie za rok to wtedy ułożymy sprawy te ruskie i te europejskie. (…) Moim kosztem chcą pierdolnąć tam. Nie wiem, może im się to uda, ja nie bardzo w to wierzę. Oni w to wierzą, dlatego mnie poświęcają kosztem tamtych. (…) Ale on się nie podda. Ja bym się na jego stronę poddał, a on się na moją nie podda. Oni uważają, że jak on w przyszłym roku w czerwcu przyjedzie, to zrobi dużo. Mnie się to nie podoba, bo ja żyję krótko.

Szpec Wałensa

Swoją pozycję w świecie oraz misję elektryk próbuje dowieść „korzeniami”, do których – jak twierdzi – dokopał się w książkach, które przeczytał w czasie tzw. internowania. Jego dalekim przodkiem ma być „szpec” z Konstantynopola, „Wałensa”. Wałensa, nie „ę” tylko „en” – swojemu bratu tłumaczy Lech. Doszedłem do tego, że on uciekł tu gdzieś na Słowację, Czechosłowację, na Słowiany a drugi uciekł do Francji. My pochodzimy prawdopodobnie z tych, co uciekli tutaj. Tak jak ktoś kiedyś w religii uczył, że po jakimś czasie się odnawia, to prawdopodobnie los trafił na mnie. Na cwaniaka prostego itd. Mnie się udało bez większego przygotowania coś tam zrobić, ale nie chcę wychodzić przeciwko Kościołowi, więc muszę poczekać wieki, 100 lat, 200 lat. W związku z tym chcę ustawić swoją rodzinę, która dokończy naszego dzieła. Przykra sprawa, że mnie zrobili kontrkandytatem papieża.

Spreparowane nagranie?

Oczywiście, w rozmowie z milicją Lech Wałęsa próbował podważyć prawdziwość nagrania twierdząc, że „to sprefabrykowany paszkwil. Na pytanie milicjanta skąd na taśmie wziął się jego głos, ten zaczął się motać: Jest możliwość, że część mogła zostać nagrana – kręcił, ale ostatecznie trzymał się wersji, że to „bezpieka dograła”, bo „technika” jest na bardzo wysokim poziomie. Mało wiarygodne tłumaczenie, prawda? Ostatecznie brat do wszystkiego się przyznał. Potwierdził na papierze, że nagranie „wywiadu wraz z życzeniami dla brata” jest prawdziwe.

Prymitywni agenci są wśród nas

Zachęcam do uważnej lektury zamieszczonego stenogramu. Przebija się z niego oblicze osoby prymitywnej, żenującej i egocentrycznej, dla której interes Polski jest sprawą trzeciorzędową. Zamiast patriotyzmu „bohatera Polski” przebija się chamstwo, małość i bujanie w obłokach.

Jaką rolę w aparacie bezpieki mógł spełniać ktoś tak prymitywny jak Wałęsa? W mojej ocenie, a o takich przypadkach mówił Czesław Kiszczak w wywiadzie rzeka „Generał Kiszczak mówi… prawie wszystko”, agentura wykorzystywała małość, chamstwo, egocentryzm i megalomanię „Bolka” do rozbijania związków zawodowych, a ostatecznie do bezbolesnego przeprowadzenia zmian administracyjnych, które nastąpiły w 1989 roku. Podobnie było z jego mniejszymi sobowtórami, którzy rolę rozbijactwa spełniają do dziś.

Zwróćcie uwagę, że takich ludzi jak Wałęsa jest więcej. Obejrzyjcie się wokoło. Pozbawieni jakiejkolwiek merytoryki, elementarnych zasad kultury oraz prowadzenia dyskusji, wędrujący od organizacji do organizacji, umundurowani w „antysystemowe” hasełka i próbujący wylansować się na liderów Rzeczypospolitej to najczęściej komunistyczne złogi, które skutecznie należy wyeliminować z przestrzeni publicznej. Kto jeszcze nie rozumie, niech spokojnie pogłówkuje. Owocnej lektury.

Sporządzony przez SB stenogram rozmowy Lecha Wałęsy z bratem Stanisławem (poza wyeliminowaniem błędów ortograficznych, pozostawiłem pisownię oryginalną – przyp. JM):


W. (Lech Wałęsa): To oczywiście oni mają rację , że Kościół chce mi kurwa nóż w plecy włożyć. Przecież oni mają dalekowzroczną politykę. Tu się zgadza.

B. (Stanisław Wałęsa): Oni mają nawet założenia na 1000-lecie.

W.: Tak , ale na dzisiaj dla nich to jest ekonomicznie tak; dla mnie jako człowieka i rodziny to kurwa nie jest ekonomiczne, ale ich to jest ekonomicznie , tu się zgadzam. Dlatego Orszulika wygonię. On dużo spraw mi załatwił, tylko teraz co przeważyło, kiedy Danki nie przyjęli w Warszawie. Kiedy prymas był i nie przyjął jej . Ona miała tam im powiedzieć – wy chuje gracie. Oni tu mają inny argument , że przez papieża itd., przez tę politykę załatwią te inne rzeczy. Rozumiesz? To są duże zbieżne koncepcje, ale inaczej interpretowane . I oni wyciągnęli inną i ja wyciągam inną. Prowadzimy politykę z papieżem, a ja myślałem, że papież, Orszulik, Dąbrowski to jest jedno. Okazuje się, że nie. Oni po prostu inną koncepcją stosują. Po czym wnioskuję? Po tym, że kiedy te ostatnie nagrody wpłynęły ze Szwecji i Norwegii, oni powiedzieli, żebym teraz nie ruszał nic, dopiero później. Jednocześnie powiedzieli mi, że władza załatwia ten spadek, że oni chcą załatwić.

B.: Jak to z tym jest?

W.: Chcą mi zablokować te wszystkie konta, które są na mnie na Zachodzie i jednocześnie odciąć mnie od źródeł rodzinnych. Tam coś Wojtek spierdolił sprawę na tyle, że oni na nim bazują; żeby on zawinklował sprawę, że mnie odetną od faktycznych dochodów, na które mógłbym się powoływać, a tamte mi obetną, a tych nie mogę wziąć, no bo ambicja, bo działacz społeczny itd. / ?/ Chcą mi dostarczyć /?/ i jednocześnie musiałbym coś wyprzedzić. Już wyprzedziłem na środę. Teoretycznie to wyprzedziłem ich daleko, bo żyję z tą dolną hierarchią kościelną lepiej jak ta główna hierarchia z nimi i ze mną. A więc tu mnie nie tkną. Ale praktycznie nie mógłbym nic udowodnić. Powiedzą mi, że pan nie pracuje, panu nie pomagają, a jak pan tego itd.

B.: Rozumiem.

W.: W każdym razie, ty jako brat musisz coś powziąć, no bo cholera problem polega na tym, że na dziś to drobiazg, rok też drobiazg, ale na jakieś 5-10 lat to musisz pomyśleć co zrobić, żeby mieć alibi, wiesz te alibi z czego? no z czego? Przecież ja nie pójdę do pracy, bo mi po pierwsze nie pozwolą, a po drugie będą odbijać. Oczywiście mogę być na utrzymaniu Jankowskiego, czy innego, 2-3 lata, a dalej?

B.: Dobrze, ale nie miałeś nagrody.

W.: Nie, ja mam, ale nie mogę ich wziąć, i to jest problem.

B.: Dlaczego nie możesz?

W.: Nie mogę , bo jestem działaczem społecznym . Mogę wziąć na rodzinę, ale w rodzinie ktoś musi być odpowiedzialny, który to pokona. Wiesz, w sumie to jest ponad milion dolarów. To nie jest, kurwa, złotówka ani sto złotych. Ktoś musi to podjąć i gdzieś włożyć. Nie wiem, do kraju sprowadzić tego nie można. Myślałem o tym i się zgłaszali, i ten ksiądz z Przemyśla, że otworzą konto w banku papieskim. Tam jest 15 proc., załóżmy 10 proc. Znaczy, że co 10 lat się podwaja cała sprawa. Jest ponad milion dolarów, na teraz, ktoś to musiałby załatwić że otwiera konto w banku, płaci na bank papieski itd., ale ja tego nie mogę ruszać, bo od razu mam w dziób. Ty możesz wziąć, ale ja nie mogę, bo jestem działaczem społecznym. Ja nie mogę, bo mi mogą łeb uciąć. Dzisiaj muszą mi wydać milion złotych. Teraz mamy ponad milion dolarów i trzeba ten milion ustawić tak, żeby utrzymać rodzinę na nie wiadomo ile, nie wiadomo kiedy i jednocześnie nie wiadomo /1 sł /. Tak, że wiesz,. ja ciebie prosiłem, no, kurwa , pomyśl o tym. Oczywiście dzisiaj mamy w kraju; no, powiedzmy, ile tam, 5-6 milionów. Chciałbym tego Nobla mimo wszystko dostać chociaż cholera wie, bo Kościół mi neguje. Bym dostał, żeby nie Kościół, ale Kościół zaczyna mi wbijać, bo ma inną politykę, dalekowzroczną.

B.: Bo tam papieża chyba znowu wysunęli.

W.: Tak i to jest właśnie to, ale 13-go.

B.: Słuchaj, ale to może być bardzo dobra zagrywka.

W.: Staję w kolizji z papieżem.

B.: No właśnie.

W.: Nie, nie pod tym kątem, błąd, ja powinienem się zrzec na koszt papieża, a jednocześnie nie mogę się zrzec, bo w sumie chcę. Nie chodzi mi tam o to, żebym się szarpał; chodzi o polityczną rzecz, gdybym dostał.

B.: To może być inna. Ja dyskutowałem w Częstochowie i właśnie dużo takich klechów się wypowiada, że właśnie to by była podniesiona twoja ranga.

W.: Gdybym z papieżem wygrał?

B.: Gdybyś wygrał.

W.: Ale już wyjechał Orszulik wczoraj, albo pojedzie w tym tygodniu. Będzie załatwiał przeciw mnie, mimo że to jest mój przyjaciel. Problem polega na tym, że oni nie chcą, żebym stawał w szranki z papieżem, bo oni liczą, że papież przyjedzie za rok to wtedy ułożymy sprawy te ruskie i te europejskie. Bija koncepcje pomalutku, żeby się ruszyło, Ukraina, Litwa itd. Oni mają taką koncepcję .

B.: Już się rusza.

W.: Tak, ale chcą jeszcze bardziej. Moim kosztem chcą pierdolnąć tam. Nie wiem, może im się to uda, ja nie bardzo w to wierzę. Oni w to wierzą, dlatego mnie poświęcają kosztem tamtych. Ja się mocno kłóciłem w sobotę i w niedzielę z Orszulikiem. Mówię, przegracie jedno i drugie, a oni są pewni, że wygrają. Może? To jest cholernie wielkie pole do popisu. I stąd było te 20 tys. koron szwedzkich. To było wpierdolenie mnie. To mi tak nóż w piersi wsadzili jak cholera, bo to była kościelna sprawa. Tam dziennikarze brali jakoś prawda-nieprawda i to był nóż w piersi. Tam się kapnąłem, że w chuja grają. Tak samo było zeszłego roku. Dali mi 22 miliony i no, tysiąc szwedzkich koron. Nie chodzi mi o pieniądze, bo ja pieniędzy mam od chuja. Chodzi o polityczny wydźwięk. Prośbę mam do ciebie jedną, że ty się w to włączysz, jakoś, nie podpowiesz mi. Nikt do mnie nie ma dostępu oprócz tych klechów. Te klechy są fajne, ale kurwa, w chuja grają .

B.: Cóż ja mogę się włączyć?

W.: Pomóc mi jakoś, jak ja mam to zrobić. Problem polega na tym, że ja wiem mniej więcej, jednocześnie nie wiem sytuacji międzynarodowych; Kościół idzie dalekowzroczną polityką i mnie hamuje, trzyma mnie, kurwa, prawie za rękę. Ja im, kurwa, załatwiłem wszystko.

B.: Oni najwięcej skorzystali.

W.: Wiesz ile? 10 milionów. Powiedziałem im dobrze, a jakie moje porozumienie? To znaczy tak: – macie te wszystkie msze, dla marynarzy, dla więźniów, dla innych. A jak macie daleko status prawny Kościoła? Wszystko załatwiłem, kurwa. Wszystko mają tylko ja nic nie załatwiłem. Teraz dochodzę do wniosku, że im pasuję taki rozgardiasz, bo wtedy oni zyskają. Musimy zrobić podział. Dopóki nie zrozumiesz tego, ze musimy zrobić podział, to będzie chujowo. Zróbmy podział, że ty się zajmij na razie sprawami gospodarczymi, a ja jestem od polityki, Później może się zmieni.

B.: Ale nic z tej polityki nie wychodzi.

W.: Zaraz, ile zarobiliśmy gospodarczo przez ten okres, kiedy ja tu przebywam? Z tego co wiem, a wiem nie wszystko, to 800 tys. dolarów. Zajmij się kurwa tym a później się zmienimy. Ty będziesz politykiem, bo ja już mam, kurwa, dosyć .

B.: Ja nie lubię pieniędzy.

W.: To ustaw swoją rodzinę, nie wiem kogo tam masz. Ustaw, żeby on na zachodzie wziął to wszystko na siebie Jak będę potrzebował, to co mi da.

B.: Jakiś Robert jest.

W.: Wiesz ile on wziął 1,5 miliona dolarów. To jest z Wałęsów rodziny. Zgadza się, bo mnie jeden przyniósł wywiad Siły-Nowickiego. To jest z Wałęsów rodziny, że Stacha, jeszcze z dziadka Jana jakiś brat, ale to oszustwo.

B.: Mnie to zastanawia, bo ja Roberta, np: jakie imiona, myślałem, że ktoś od Mariana, ale od Mariana nie.

W.: Od Mariana nie. Chodzi o to, żebyś kierował swoją rodziną i moją.

B.: Tak, i w końcu mnie internują.

W.: To wyjedź z kraju. Przecież ja każę wyjechać z twoją rodziną, z żoną, z dziećmi, Wyjedź z kraju, bo musisz się zająć tymi sprawami. Oczywiście moja stara uważa, bo ona jest zaślepiona w tej Polsce, ona uważa to inaczej, ale ona się na tym nie zna. My na to nie zwracajmy uwagi, ale my jako dalekowzroczni politycy, pamiętając o tym, że mamy w naszym gronie, rodzinie, cholernie wielkiego przodka. Wiesz o tym, że w 410 roku był cesarzem, kurwa, całego imperium. Ja doszedłem do wniosku, że książki, które czytałem, oczywiście się zgadza. Ktoś podał, że byliśmy cesarzami. Faktem jest oczywiście, że jego tam przewrócili, z Konstantynopola zrzucił go ten Rusek i jego rodzina rozjechała się do Francji, do Włoch i gdzieś tu, na Wschód. My jesteśmy z tego szczepu, ale już nie wnikając w to. Jesteśmy z rodziny, która musi pokierować tymi wielkimi sprawami. Ja się wjebałem w to i nie mogę się cofnąć. Choćbym nawet płakał, nie mogę się cofnąć, muszę grać do końca.
Mogę przetrwać jeszcze tę hegemonię radziecką czy inną. Ponieważ ja nie mogę, bo siedzę, to ty musisz się tym zająć. Mamy wielkie widoki i z tych widoków musimy skorzystać i zabezpieczyć się. Moje propozycje są takie, i Kościół się na to zgodził, że możemy się na 15 proc. zgodził, oddając na Watykan ponad milion dolarów. Oni płacą tam 15%. Od miliona to jest 150 tys. rocznie. To jest cholernie dużo, ale kto się tym zajmie. No przecież, kurwa, ja nie mogę ruchu zrobić. Oczywiście możemy dać na tę panoramę te 60 tysięcy i inne, możemy też Sołżenicyna i inne też odrzucić, ale w sumie dysponujemy milionem dolarów. Lat nie odmłodzisz, ale zabezpieczysz siebie. My nie mamy spieprzyć. Udało nam się coś zrobić, niedużo, ale udało nam się. Teraz nie możemy tego zjebać, żeby nie zjebać, jak nie wygramy, to zostawimy, żeby nasze dzieci to zrobiły, twoje czy moje. Ja tego nie mogę zrobić, to zrób to ty. Ja tobie zlecam i daję. Przygotuj pismo, a ja ci podpiszę.

B.: To ja wtedy mogę być uważany za tego, który sam sobie zleca.

W.: Nie, to ty przygotuj, że ja jako starszy zlecam, proszę itd.

B.: Ja jestem starszy.

W.: Tak, więc ja proszę starszego, żeby zarządził itd. Ty wtedy pojedziesz do papieża i załatwisz z tym Martinkusem, który tam podpadł .

B.: Aż tam?

W.: Tak, słuchaj, to nie jest grosz, to już ponad milion dolarów. To jest na nasze pieniądze dużo.

B.: Wiesz, że ja zawsze byłem taki.

W.: Groszowiec.

B.: Nie.

W.: Ale teraz już jesteś. Weszliśmy za wysoko, sytuacja nas wpierdoliła. Myślisz, że mnie się to podoba? Ja też myślałem tam czapkami zahandlować, a się wpierdoliłem w sprawy poważne. Co mam teraz zrobić? Nie mam wyjścia. Muszę w to brnąć, jednocześnie nie mogę. Tutaj nawet w tym tygodniu, nie wiem czy słyszałeś, że te dolary w Szwecji co znaleźli, to jest 100 tys. dolarów. Nawet nikt tego nie ewidencjonuje. Niektórzy chuje się wyprą, wiesz o tym. Jak źle zagramy, to oni się wyprą.

B.: Ja muszę mieć jakieś upoważnienie.

W.: Teraz ty myśl jak. Nie opieraj się na mojej starej, która jest podrzędna, dobra kobieta, ale naprawdę głupia. To jest prosty człowiek, który ma siedem klas. Na niej się nie opieraj. Opieraj się na mnie i na tym, że jesteśmy braćmi. I ty wiesz, jak to zrobić. Ja nie wiem jak. Nie wiem, czy wyjechać. Wyjechać? Przecież teraz jesteś w lepszej sytuacji, możesz wyjechać do Stanów. Możesz już nie przyjechać.

B.: Jestem w lepszej sytuacji?

W.: W lepszej, bo jak się znajdziesz nawet u papieża, to ja powiem, że ma cię przyjąć i ma załatwić. Już załatwiam te sprawy, że ktoś się zgłosi. Ja myślałem, że może Mazowiecki, ale z tego co wiem, Mazowiecki nie wyjdzie. Doszedłem do wniosku, że na te 15% się zgodzę do rzymskiego banku, ale ktoś to musi pozbierać. Kto? Przecież my dysponujemy już jakaś siła, która, kurwa, nie jest taka chłopska siła.

B.: Słuchaj, w sumie ja mogę być później posądzony.

W.: Sekretarzem rodzinnym.

B.: Gdyby to tak było, ale mogę być posądzony.

W.: Zaraz, co ciebie to obchodzi, jak ty będziesz w Szwajcarii, nad Balatonem i będziesz sobie pływał na statku. Co cię to obchodzi.

B.: Teoretycznie, to się tak wydaje .

W.: Ja nie będę mógł nawet tam pojechać, jak byś chciał mnie w chuja zrobić. Mnie, chociaż w to nie wierzę, to i tak będę w zasięgu, bo ty będziesz. Ja ci zlecam , rób co chcesz. A jak ty zrobisz, to twoja sprawa. Ja ci w to nie będę wnikał. Wiesz, że ja nie mogę robić żadnego ruchu. Każdy mój ruch jest chujowy. Oczywiście dzisiaj to ja płynę cholernie na fali, ale za 10 lat nie wiadomo. Generał za mordę złapie, on mi i tak pożyczy, a resztę upaństwowi, bo podatek od wzbogacenia i mnie dopierdoli tak, że zdechnę. Trzeba będzie przetrwać 100 lat, może 50. Niech twoje wnuki załatwią, czy moje. Ale żeby załatwili, to dajmy im. Ja już myślałem tak, ponieważ bank watykański zawsze przetrwa, oni chcą 15 %. Ktoś to musi załatwić. Dobrze, a więc nie dajemy nikomu spadku żadnego. To znaczy, ty, twoja żona, dwoje dzieci, ja daję swoje. Ale nikt nie ma prawa do spadku, tylko z procentów żyć. Dopiero jak się przebłyśnie, że z twoje , czy z mojej rodziny, temu należy pomóc. Może tak, kurwa, nie wiem. Żeby nie spieprzyć tego, co my zrobiliśmy teraz. Ale to nie ja muszę myśleć, tylko pomyśl ty. Ja się na to zgadzam w ciemno. Ale ba, ja nie mogę tego zrobić.

B.: Ze spraw politycznych już wypadłem, z ekonomicznych jeszcze bardziej.

W.: Ani twoje sprawy, jak wiesz dobrze, ani moje. Już my w życiu nie musimy kopnąć w dupę nogą. Równie dobrze możemy splajtować. Nie wiem, czy we franki, czy w złoto,
czy w fabryki, czy w ziemię, zainwestuj milion dolarów Masz takie dobro, a jak spierdolisz, to będziesz musiał zapierdalać znowu.

B.: Ale nie u nas.

W.: Na razie masz milion, który leży i możesz mieć i u nas, ale zainwestuj, żeby politycznie wygrać i gospodarczo.

B.: Słuchaj, ja wszystko rozumiem, ale pojąć nie mogę. Ja mam zebrać przynajmniej.

W.: Na razie pomyśl sobie, że dajesz na bank papieski i z tego zbierasz. Chcesz w pół roku zebrać to, żeby ci zapłacili tu. I tak ci przepadnie. Albo i tam 15 % dają. Za 7 lat masz drugie tyle. Jak masz 1 milion to masz dwa. Co ci się opłaci? Albo inaczej Za 7 lat masz drugie tyle, to znaczy, jak pracujesz dla swoich dzieci, to masz za 7 lat dwa miliony dolarów, a może marki, funty, a może benzyna, może kupisz akcje, bo tam jest inaczej na zachodzie. Kupujesz akcje benzynowe, czy inne. Dopóki nie mieliśmy, to sprawa była prosta. Jak kurwa, nie miałem, to sprawa była prosta, kupiłem, kurwa, czapkę i grała, a teraz jak mam, to nie wiem, jaki ruch zrobić bo marki dostają w łeb, franki kurwa, co czwarty, korony w łeb. Chuj wie na co postawić.

B.: Musisz to dograć. Masz 10 tys dolarów?

W.: O pieniądze to mnie nie chodzi. Dam ci to, tylko musisz na tym minimum 200 tysięcy zarobić. Udało mi się błysnąć, więc to utrzymajmy, a jednocześnie myślmy, że jeżeli nam się nie uda, to jednak nie możemy spierdolić. Może twoje dziecko lub moje dogra reszty. Pozwólmy im. Dajmy im wykształcenie, możliwości życia itd, żeby nie narzekali na ciebie ani na mnie. Dałeś możliwości, jedź, kurw , załatw, wykształć.

B.: Wszystkim wiadomo, ile ci pieniędzy dali.

W.: Większości tak. Wszystko jest dobrze, ale teraz ja siedzę i ludzie też siedzą i pracują.

B.: Właśnie, i żony, czy tam mężowie tych żon, które siedzą, powiedzą, kurwa, cholera.

W.: Co on o nim opowiada, a oni nie wiedzą, że on tak gra. Tak, zgadza się, ale nie do 13-tego, bo w sumie chcą mieć polityczną rozgrywkę. W naszej rodzinie jeszcze nikt nie wygrał takiej wielkiej nagrody jak ja mogę wygrać. Nie chodzi o mnie że się opierdoli, ale moralnie.

B.: Moralnie.

W.: Nobel dla rodziny Wałęsy to jest, kurwa, wielka sprawa. Dlatego chcę ją wygrać. Jak wygram, to dobrze. Mogę nie dostać bo teraz Kościół się wpierdolił, z tym, że ja nie chcę z tym Kościołem przegrać, bo on jest mocny. Więc inaczej się ustawię.

B.: Kościół jest ustawiony, jak mówiłeś, na lata.

W.: Na wieki.

B.: Na wieczność, ale my nie możemy się tak ustawiać.

W.: To ustaw swojego syna.

B.: Dlaczego ja? Ty ustawiłeś.

W.: Cesarz Rzymu, którego pokonał Rusek z Konstantynopola, w 410 roku wygonił go.

B.: Jak była bitwa pod Grunwaldem w 1410 roku?

W.: Nie, w 410 roku wygonił go jakiś szpec z Konstantynopola. Nazywał się Wałensa. Dosłownie, z tym , że w Rzymie nie ma „ę” tylko „en” i on uciekł. Jeden brat uciekł do Francji, a drugi tutaj. Gdzieś na słowiany.

B.: A trzeci na Włochy.

W.: Nie. On rządził we Włoszech, on miał dwóch braci.

B.: Acha.

W.: Jego, nie wiem, czy tam zamordowali, bo to Grzegorz doszedł, to wygonili z tronu cesarskiego z Włoch. W tej książce tak było.

B.: To był Wałensa?

W.: Wałensa, nie „ę” tylko „en”. Doszedłem do tego, że on uciekł tu gdzieś na Słowację, Czechosłowację, na Słowiany a drugi uciekł do Francji. My pochodzimy prawdopodobnie z tych, co uciekli tutaj. Tak jak ktoś kiedyś w religii uczył, że po jakimś czasie się odnawia, to prawdopodobnie los trafił na mnie. Na cwaniaka prostego itd. Mnie się udało bez większego przygotowania coś tam zrobić, ale nie chcę wychodzić przeciwko Kościołowi, więc muszę poczekać wieki, 100 lat, 200 lat. W związku z tym chcę ustawić swoją rodzinę, która dokończy naszego dzieła. Przykra sprawa, że mnie zrobili kontrkandytatem papieża.

B.: Gdzie są te dwa obozy w świecie, to przegracie papieża na twoją korzyść…

W.: Ale on się nie podda. Ja bym się na jego stronę poddał, a on się na moją nie podda. Oni uważają, że jak on w przyszłym roku w czerwcu przyjedzie, to zrobi dużo. Mnie się to nie podoba, bo ja żyję krótko.

B.: Podziwiałem ciebie zawsze za obiektywny punkt widzenia, a tu się nie zgadzam, bo sam sobie przeczysz. Religia nastawiona jest na 1000-lecia, a ty natomiast nie, wobec temu komu przysługuje?

W.: Tak, ale to ciemiężenie, ta tyranizacja nasza powoduje, że są święci.

B.: Nikt ciebie nie uznaje za świętego, tak jak teraz Maksymiliana Kolbe.

W.: Prawdopodobnie tak, ale problem polega na tym, że nie ci, co uznają, ale ci, co dostaną w łeb dzisiaj, żeby jutro wygrać.

Stenogram pochodzi ze strony: wyszkowski.com.pl

Przeczytaj:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *