Przeczytałem teczki Huberta Czerniaka [WIDEO]

Przeczytałem teczki Huberta Czerniaka, które w ubiegłym tygodniu opublikował Radosław Patlewicz. Przez kilka dni przyglądałem się tej sprawie, zacietrzewieniu i obrzucaniu się inwektywami. Wysłuchałem wniosków na temat postępowania popularnego lekarza i polityka Konfederacji. Uważam, że są to wnioski pochopne i nieuprawnione. Zaznaczam, że Huberta Czerniaka nie poznałem osobiście, a jedynie trzy razy rozmawialiśmy ze sobą przez telefon. Nie można mi zatem zarzucić, że „bronię kumpla”. Zależy mi na wyjaśnieniu stanu faktycznego, a temu z pewnością nie służy medialny lincz, którego jesteśmy świadkami.

Z medyka do ZOMO

Podręczniki szkolne - sprawdź na Ceneo

Przejdźmy do faktów. Co konkretnie wynika z teczki Huberta Czerniaka? Wynika z niej, że chłopak na drugim roku studiów rezygnuje z Akademii Medycznej w Lublinie, aby wstąpić do oddziałów Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej. W jednym miejscu Czerniak pisze, że studia „nie spełniły jego oczekiwań”, w innym, że zrezygnował „z powodów obiektywnych”, a niedawno, w filmie opublikowanym na Facebook’u wspomniał, że były to „powiedzmy problemy rodzinne”. Młody medyk rezygnuje z poważnych studiów, aby zostać jednym z szeregowych, prymitywnych, agresywnych „pałkarzy”. Dziwne, prawda?

Aby jego plan się ziścił „pokornie” pisze, że chce odbyć służbę w Milicji Obywatelskiej i podjąć naukę w trzyletniej Wyższej Szkole Oficerskiej w Szczytnie ze względu na zbieżność poglądów z obecnym kierunkiem polityki PRL. W ankiecie osobowej, którą przedłożył Obywatelowi Komendantowi pisze także, że w przeszłości działał w Związku Harcerstwa Polskiego i szeregach tzw. „czerwonych harcerzy” (Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej).

Stypendium z resortu spraw wewnętrznych

Od 1984 roku, z polecenia teścia, funkcjonariusza MO, Hubert Czerniak otrzymuje etat w Akademii Spraw Wewnętrznych, która opłaca mu studia medyczne w Szczecinie. W roku następnym prosi o pozostawienie go w służbie MO i deklaruje że „zobowiązuje się do służby w resorcie spraw wewnętrznych po ukończeniu studiów medyczny pod rygorem zwrotu kosztów związanych z odbytą nauką”. Czerniak otrzymał awans na kaprala. W międzyczasie został ojcem. Z teczki wynika, że nie był jakoś specjalnie faworyzowany przez aparat, w którym służył. Gdy w październiku 1985 roku złożył wniosek o „równoważnik za brak mieszkania”, pięć miesięcy później komendant ASW „uprzejmie poinformował, że nie ma takiej możliwości”.

Przykryte rubryki

Z teczki Huberta Czerniaka / Za: magnapolonia.org
Z teczki Huberta Czerniaka / Za: magnapolonia.org

W teczce Huberta Czerniaka znajduje się karta z przebiegu służby w ZOMO. Znajdują się tam rubryki, które zostały przykryte. Oczywiście, ta kwestia budzi pewne wątpliwości, ale wyciągnie w tym miejscu pochopnych wniosków jest wyrazem braku obiektywizmu i nierzetelności, która niestety przebija się w felietonie Radosława Patlewicza. Co mam na myśli? W felietonie publicysty, któremu należy oddać honor za to, że grzebie w teczkach IPN-u, pojawiają się nieuargumentowane wnioski: „pałował i gazował”, „obijał nerki, a teraz je leczy”. Kto wie, może te wątki pojawiają się w przysłoniętej karcie? Ale na chwilę obecną tego nie wiemy.

Sportowiec

W latach 80. Hubert Czerniak był sportowcem. Grał w piłkę ręczną. Z klubem AZS AM Lublin zdobył mistrzostwo Polski. Tak mówi w opublikowanym filmie i to wynika również z jego teczki. Jak wielu utalentowanych chłopaków w tamtych czasach musiał wstąpić albo do MO, albo do ZOMO, albo do wojska, aby móc rozwinąć sportowe skrzydła. Tak samo jak tysiące innych piłkarzy, siatkarzy, koszykarzy czy bokserów. Nie wiem, czy Hubert Czerniak zrezygnował ze studiów po to, by zarobić w klubie piłkarskim i potem wrócić na studia, czy po to by zrobić międzynarodową karierę w Gwardii Lublin. Ale to nie ma nic do rzeczy. Owszem, czasami sportowcy-funkcjonariusze obstawiali „imprezy masowe” jak podobno Czerniak – jak sam wyznał – pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski, ale takie sytuacje były rzadkością. Ważne jest to, że tak działał sport w PRL.

Sportowcy w komunistycznych szeregach to była sprytna akcja propagandowa. Nasze oddziały mają najlepszych atletów. Chodźcie z nami! W istocie najczęściej wyglądało to tak, że sportowcy byli funkcjonariuszami najczęściej tylko na papierze. Żeby móc spełnić swoje sportowe marzenia Czerniak prawdopodobnie wypisywał banialuki o „zbieżności jego poglądów z kierunkiem polityki PRL”. Dlaczego piszę: „banialuki”? Bo żadna z jego publicznych wypowiedzi nie idzie w parze z tą deklaracją. Takie deklaracje czyta się z bólem serca i z pewnością są skazą na życiorysie Huberta Czerniaka, zwłaszcza że do ZOMO wstąpił niedługo po morderstwach na górnikach kopalni Wujek. Faktem jednak jest, czego nie zauważył Radosław Patlewicz nierzadko powołujący się na kryteria moralności chrześcijańskiej, że okoliczności i świadomość w momencie popełniania czynu w dużym stopniu mogą zniwelować potknięcie, którym z pewnością była mało honorowa deklaracja złożona przez Huberta Czerniaka. Nie mam zamiaru w tym miejscu usprawiedliwiać czynu niehonorowego, jednak gwoli rzetelności należy mieć to na względzie.

Pamiętajmy, że gdyby nie deklaracja „o zbieżności z kierunkiem polityki PRL”, kariera sportowa, o której marzył młody Czerniak, zapewne nigdy by się nie rozwinęła. Być może bez zarobków z klubu i zapomogi z ASW Czerniak nigdy nie ukończyłby studiów medycznych, na które – być może – po prostu brakowało mu pieniędzy, co przemycił w słowach: „[ze studiów w Lublinie] zrezygnowałem z powodu trudności obiektywnych”.

Czerwona familia?

Pojawiły się zarzuty wobec Huberta Czerniaka, że jego matka-lekarka miała powiązania z aparatem komunistycznym, podobnie jak jego teść, który załatwił mu dofinansowanie studiów medycznych. Cóż zrobić? Nie my piszemy życiorysy swoim bliskim. Tu prywata: ja na przykład mogę podziękować Bogu za moich bliskich, którzy nie splamili się jakąkolwiek współpracą z czerwonymi resortami, ale przecież to nie jest moja zasługa (o mojej rodzinie i pochodzeniu więcej przeczytacie w książce pt. „Moja walka o prawdę”).

Schizofreniczny samosąd

Bez wątpienia na Hubercie Czerniaku przeprowadzono lincz. A przecież zestawiając jego tłumaczenie z okolicznościami lat 80., a zwłaszcza z dostępnymi na chwilę obecną teczkami, nie ma podstaw do twierdzenia, aby kogokolwiek pałował czy uprzykrzał komuś życie. Mimo to został zlinczowany. A to wszystko w imię „oczyszczania środowiska polskiej prawicy”. Owszem, idea szlachetna, tylko dlaczego takich samych standardów jak wobec Czerniaka nie stosuje się wobec tych, którzy figurują jako tajni współpracownicy Służb Bezpieczeństwa, a którzy – jak wynika z teczek – uprzykrzali życie swoim bliskim i współpracownikom, a ich najbliżsi byli czynnymi aparatczykami komunistycznymi? Łatwo się domyślić, że mowa o Leszku Żebrowskim, który według informacji zawartych w teczce dotyczącej jego osoby, był tajnym współpracownikiem SB. Co na to Radosław Patlewicz i pozostali uczestnicy linczu na Czerniaku? Milczą. A zatem przyjrzyjmy się sprawie bliżej.

Konfident „Leszek”

To, co wynika z teczki Żebrowskiego, wygląda o wiele gorzej, niż to co znajduje się w teczce Huberta Czerniaka. Lekarz przyznał się, że był zomowcem na potrzeby gry w klubie sportowym i – w domyśle – zdobycia stypendium na Akademii Medycznej. A Leszek Żebrowski? Co prawda, Żebrowski wszystkiemu zaprzecza, ale od 2 lat nie informuje o postępie autolustracji, a więc nadal nie mamy pewności, czy teczka jest fałszywa, czy prawdziwa. A sprawa jest poważna, ponieważ- jak wynika z teczek – Żebrowski był konfidentem SB.

Skany teczek Leszka Żebrowskiego (TW „Leszka”) umieszczone w sieci przez J. Sanockiego – PRZECZYTAJ

Nie byłem, nie jestem i z pewnością nie będę żadnym tajnym ani jawnym współpracownikiem, ani obcej, ani rodzimej obecnej służby z różnych powodów – powiedział Żebrowski w 2017 roku, podczas konferencji w Przemyślu. Tu prywata: jedynie portal wPrawo.pl opublikował tę wypowiedź. Znalazła się ona nawet w polskiej Wikipedii. Jest coś takiego, to w Internecie figuruje jak tak zwana teczka Leszka Żebrowskiego pod pseudonimem TW „Leszek”. Jest to część dokumentacji wytworzonej przez Służbę Bezpieczeństwa. Tam nie ma moich materiałów. Nie ma zobowiązania. Nie ma meldunków. Nie ma branych pieniędzy itd. Dane personalne moich rodziców, mojej najbliższej rodziny są nieprawdziwe. Nawet niektóre elementy moich danych też są nieprawdziwe. Na przykład jestem tam zakwalifikowany z kategorią wojskową „D”, chociaż mam do dziś zachowaną książeczkę wojskową z kategorią „A” – wyjaśniał Żebrowski.

Ojciec stalinowskim sędzią?

Z teczek wynika, że ojciec Żebrowskiego, Franciszek, walczył w kampanii wrześniowej oraz w Armii Krajowej, ale w 1945 roku wstąpił do Wojska Polskiego, ukończył Oficerską Szkołę Prawniczą i należał do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, zrzeszającego m.in. funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i Służb Bezpieczeństwa. W raporcie zaznaczono, że żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych i AK skazywał Franciszek Żebrowski na łagodne kary, za co w 1950 roku został skazany na cztery lata więzienia, by potem zostać zrehabilitowanym. Leszek Żebrowski twierdzi, że jego ojciec w rzeczywistości był więźniem politycznym i oficerem Armii Krajowej. W jego ocenie miałoby to świadczyć o tym, że teczka była przygotowana na szybko, tylko po to by zdyskredytować Żebrowskiego po roku ’89. Tylko w jakim celu teczkę przygotowano na szybko? W styczniu 1982, kiedy Żebrowski miał składać pierwsze raporty, ekonomista niewiele znaczył w środowisku antykomunistycznym. Co prawda, podobno już wtedy zbierał materiał na temat Żołnierzy Wyklętych, tylko czy służby myślałyby tak dalekosiężnie, aby w przyszłości uderzyć falsyfikatami w młodego pasjonata historii podziemia niepodległościowego?

Gdzie jest autolustracja?

W roku 2017 Żebrowski potwierdził, że złożył wniosek o autolustrację, po to by rozwiać wszelkie wątpliwości, co do jego osoby. Robi to – jak podkreśla – w swoim własnym interesie. Wyjaśnił, że prowadzone postępowanie w Sądzie Okręgowym w Warszawie w wydziale karnym nie pozwala mu poruszać publicznie sprawy w obszerny sposób. Więcej mówić nie mogę, bo tego wymaga dobro procesu. Ja to mam mówić przed sądem. To będzie bardzo ciekawa sprawa. Podejrzewam, że wtedy będę mógł to dokładniej opisać przyznał.

Od deklaracji o autolustracji minęły już niemal dwa lata. Do tej pory Żebrowski nie przekazał żadnych informacji o toczącym się postępowaniu. Żadnych komunikatów, które można przekazać opinii publicznej. Żadnych informacji ze strony zainteresowanego, który „zrobił to w swoim własnym interesie”. Nic. Ta cisza zastanawia.

Stan wojenny „dobrym krokiem”

Czy ci, którzy dziś spacyfikowali Huberta Czerniaka, zapomnieli o deklaracji Leszka Żebrowskiego i nikogo już nie interesuje jego proces autolustracyjny? Wygląda to tak, jakby wszyscy na słowo dali wiarę, że teczki TW „Leszka” to falsyfikaty; że służby uwzięły się na Żebrowskiego wymyślając, że działał w Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, donosił na kolegów z NSZZ Solidarność Mazowsze, Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Polskiego Komitetu Obrony Życia i Rodziny, i uważał, że wprowadzenie stanu wojennego było „krokiem prawidłowym, gdyż w przeciwnym razie doszłoby w Polsce do wojny domowej, do której dążyli ludzie spod znaku KKS KOR”. Chciałbym, żeby teczka TW „Leszka” okazała się fałszywką. I nie chodzi mi tutaj o samego Żebrowskiego, ale o publikacje na temat Żołnierzy Wyklętych jego autorstwa, które w przypadku potwierdzenia agenturalności autora mogłyby zostać uznane za niewiarygodne.

Rysa na życiorysie

Powyżej przytoczyłem Państwu fakty z pierwiastkami felietonistyki. Teraz pozwolę sobie na subiektywne podsumowanie. Zapewne Państwo pamiętacie moją relację z rozmowy z Leszkiem Żebrowskim, który w bardzo nieelegancki sposób publicznie postawił na mnie krzyżyk, ponieważ jeden raz spotkałem się z osobą, która nieprzychylnie wypowiada się na jego temat. Atakując mnie Żebrowski rozpowszechniał nieprawdziwe informacje, a gdy wyjaśniałem mu, że było inaczej niż on twierdzi, oświadczył, że ma prawo do wyciągania własnych wniosków i żadne wyjaśnienia nie mają dla niego znaczenia. Stosując metodę Żebrowskiego zapytam zatem co powinniśmy powiedzieć o człowieku, który – jak wynika z teczki TW „Leszka” – skrycie i wielokrotnie spotykał się z wrogimi Ojczyźnie agentami Służb Bezpieczeństwa donosząc na kolegów z organizacji? Stosując standardy dowolnego wyciągania wniosków i odrzucenia wyjaśnień, powinienem powiedzieć, że Leszek Żebrowski to tajny współpracownik SB i nie zasługuje na to, aby mu uczciwy człowiek podawał rękę. Wątpliwe standardy, prawda? Odnoszę wrażenie, że właśnie takie standardy zostały zastosowane przeciwko Hubertowi Czerniakowi, na którego wylano hektolitry pomyj, bo „pałował”, bo „zomowiec”, bo „odbijał nerki”, bo „się sprzedał”…

Panie Radosławie…

Za kilka dni autorowi będzie wstyd za ten materiał, gdy ujawnię nowy wątek tej sprawy – napisał Radosław Patlewicz w komentarzu do mojego filmu na temat teczek Huberta Czerniaka. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać z niecierpliwością na nowe wątki. Jak tylko zostaną opublikowane, na pewno się do nich odniosę. Na chwilę obecną z teczek wynika wyłącznie to, co napisałem. Nic więcej.

Obejrzyj film, w którym tłumaczę sprawę teczek i rozmawiam z Katarzyną Treter-Sierpińską na temat eko-terroryzmu:

Skany teczek Huberta Czerniaka umieszczone w sieci przez Radosława Patlewicza (magnapolonia.org)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *