Mazowiecki "komunistyczny parch"

Mazowiecki jest spalony. Pełna relacja z Antykomuny we Wrocławiu [WIDEO]

Było tak jak zamierzyliśmy. Radykalnie i po polsku. 13 grudnia 2018, w godzinach wieczornych, ulicami Wrocławia przeszła Antykomuna. Nie maszerowali zakompleksieni „Europejczycy” czy resortowe dzieci. Maszerowali normalni Polacy. Jedni to nacjonaliści (zrzeszeni lub nie), inni patrioci, inni kibice Śląska Wrocław. Wszystkich łączy jeden mianownik: pogarda do komunizmu, fałszywych legend, ludobójstwa i ich dawców. Dziś o Antykomunie mówi cała Polska, postkomuna dostaje białej gorączki, a zdrajcy zostali skazani na wieczną infamię.

Godzina 18.30. Było nas nieco ponad 300 osób. W trakcie marszu dołączyło jeszcze kolejne 100. Policja od samego początku próbowała nam dokuczyć. Zabroniono nam korzystać z samochodu z nagłośnieniem. Według oficjalnej wersji: „auto było niesprawne”. Według nieoficjalnej: przykaz wrocławskiego magistratu – co zrobić? Mimo to atmosfera była iście patriotyczna. Zaczęliśmy pod Pomnikiem Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Taka jest przynajmniej oficjalna nazwa monumentu.

Jesteśmy pod Pomnikiem Ofiar, nie zbrodni, ale Ludobójstwa Katyńskiego. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Ludobójstwa, którego dopuścili się sowieci, którzy chcieli zniszczyć fundament naszej Ojczyzny: polską inteligencję, bohaterów. Ci których nie zamordowano w 1940, po 1945 stali się ofiarami stalinowskich morderców w kazamatach NKWD mówiłem w pierwszej przemowie.

W tym dniu obchodziliśmy krwawą, 37. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Był to również dzień, w którym Rafał Trzaskowski po raz wtóry okrył się hańbą. Przywrócił komunistycznych patronów stołecznych ulic. Nie, nie zostało to podyktowane „literą prawa” tylko komunistycznymi inklinacjami, którym w manifestacji powiedzieliśmy stanowcze NIE.

Za moimi plecami jest transparent z hasłem „Śmierć wrogom Ojczyzny”. Za taki transparent Roman Zieliński po wrocławskim marszu 11 listopada 2018, usłyszał zarzuty „nawoływania do nienawiści”. Za to, że identyfikuje się z hasłem, które potępia komunistyczne, stalinowskie ludobójstwo – powiedziałem.

Właściwy transparent wciąż jest „za kratami”. Na zlecenie wrocławskiego ratusza, historyczny (sic!) baner został aresztowany przez policjantów z komisariatu na Trzemeskiej. Podobnie jak z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Chociaż przepraszam… nie wiem czy powinienem porównywać nasz transparent do religijnego obrazu, aczkolwiek metoda działania władzy niemal identyczna. Roman Zieliński przygotował replikę.

Nasz kraj zasługuje na żołnierzy i Polaków, którzy żyją hasłem „Śmierć wrogom Ojczyzny” i są gotowi walczyć za nację do ostatniej kropli krwi mówiłem. Wyruszmy w Antykomunie. Wyruszmy w wielkim marszu, w którym upamiętnimy zapomnianych, czyli ofiary stalinowskich i komunistycznych zbrodni. Zbrodni, których dokonali ci, których usprawiedliwił komunistyczny parch Tadeusz Mazowiecki. I wystartowaliśmy.

Kilka minut przed 19 wyruszyliśmy w marszu. Szliśmy głównymi ulicami Wrocławia: Oławską i Świdnicką. Okrzyki były standardowe: „Bóg, honor i Ojczyzna”, „Precz z komuną”, „Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę”, „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”, „W naszej pamięci Żołnierze Wyklęci” i „Śmierć wrogom Ojczyzny”. Oraz mniej standardowe: „Tu jest Polska a nie Polin” oraz „Lepiej być martwym, niż czerwonym”. Ten drugi okrzyk przyjął się doskonale.

Po 30 minutach dotarliśmy na miejsce. Miejscem finalnym był skwer przy Pomniku Ofiar Stalinowskich przy ul. Świdnickiej. Przemawiał Piotr M. Na karku ma kilkadziesiąt wiosen, dlatego przypomniał jak było za komuny oraz jak wyglądało życie w okresie stanu wojennego. Potępił także Trzaskowskiego i jego ekipę, którzy w miejsce nazwy ulicy, której patronowała Danuta Siedzikówna, przywrócił czerwonego patrona: Małego Franka – zbrodniarza z Gwardii Ludowej.

Potem i ja zabrałem głos.

Był rok 1989. I po dzień dzisiejszy powiela się legendę jakoby w tamtym roku, przy butelce wódki obalono komunizm. Obalono tylko i wyłącznie kilka 0,7 (…) Komunizm upadł, ale na cztery łapy. Jest jeden człowiek, który za te komunizm szczególnie odpowiada, który przyjął na swoje brzemię komunistyczną hańbę. To jest człowiek, którego aktami, działaniami szczególnie gardzę.

Miałem świadomość, że potępiając komunistycznego przebierańca, dziś nazywanego „niekomunistycznym premierem” nadepnę lewactwu na odcisk.

Mazowiecki nie krył się ze swoimi żydokomunistycznymi, bolszewickimi inklinacjami. Tadeusz Mazowiecki, w 1952 roku mówił, że Żołnierze Wyklęci, nasi bohaterowie, ci którzy nie poszli na układ ze stalinowską władzą to są bandyci tacy sami jak naziści z Dachau, Mauthausen, Birkenau. A ja pytam: Kto uratował Polaków i Żydów z obozu w Holiszowie? Żołnierze NSZ. Już wtedy Mazowiecki próbował zakłamywać prawdę!

Odczytaliśmy listę dolnośląskich ofiar stanu wojennego. Tych, których Mazowiecki nie miał odwagi pociągnąć do odpowiedzialności. Przywołałem fakt, że w naszych polskich miastach, wciąż stoją pomniki upamiętniające komunistyczną okupację, co symbolicznie świadczy o tym, że dekomunizacja nie została w Polsce skutecznie przeprowadzona, jeśli w ogóle miała ona miejsce.

Aż wreszcie przyszedł moment, o którym już zdążyły napisać niemal wszystkie serwisy internetowe w Polsce. Wyciągnąłem portret Tadeusza Mazowieckiego.

W tym miejscu, pod pomnikiem ofiar stalinizmu trzymam portret zdrajcy. Portret człowieka, który usprawiedliwił stalinowskich, komunistycznych katów. Portret człowieka, który sprawił, że komunistyczni zdrajcy, wrogowie, nie zostali rozliczeni. Stefan Michnik żyje jak pączek w maśle. Mordercy księdza Popiełuszki i innych ofiar represji nie ponieśli poważnych konsekwencji. Człowiekiem, który odpowiada za ten stan rzeczy jest Tadeusz Mazowiecki. Człowiek, którego w polskich podręcznikach, nota bene pisanych przez Ukraińców jak Operon, jest stawiany za bohatera, autorytet. Prawdę próbuje się zjednać z kłamstwem. Szambo próbuje się zmieszać z perfumerią. Zdrajców stawia nam się za autorytet, (…) by podciąć nasze polskie korzenie, by zniszczyć fundamenty, którymi jest dziedzictwo Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych i Armii Krajowej.

Przypomniałem także o fakcie, który kilka dni temu, wyjątkowo zabolał prezydenta Dąbrowy Górniczej, Marcina Bazylaka. Rzecz jasna wspomniałem o liczbie żydów tworzących bezpiekę (WIĘCEJ TUTAJ). Za przytoczenie tego faktu Bazylak rozwiązał naszą manifestację.

Bezpieka nie była zasilana przez ludzi bez rodowodu. Biorąc pod uwagę fakt, że w okresie II wojny światowej zginęło sześć milionów Żyda, siedem czy dziesięć, (…), czyli w Polsce stanowili zaledwie 1% populacji, ich udział w bezpiece był astronomiczny powiedziałem powołując się na statystyki jakie zostawił stalinowiec Ławrientij Beria.

Tadeusz „Gruba Kreska” Mazowiecki został spalony. Przepraszam. Mazowiecki jest spalony. Nie tylko jego wizerunek, ale zwłaszcza on sam, wraz z wyprodukowanymi wokół niego wszelkimi legendami o „niekomunistycznym premierze”. Mazowiecki to załgany bolszewik, który przez długie lata potępiał bohaterów podziemia niepodległościowego czy biskupa Czesława Kaczmarka, który odważył się powiedzieć prawdę o tzw. pogromie w Kielcach. To komunistyczny fagas, który w 1990 roku odmówił spotkania z prezydentem Ryszardem Kaczorowskim, gdyż uznał to za „poniżające wobec prezydenta Jaruzelskiego, swojego rządu i państwa”. Mazowiecki to sprzedawczyk, który układał się tak jak mu pasowało, byle tylko mógł z Polski uczynić sobie prywatny folwark. Za swoje czyny nigdy nie uderzył się w pierś. Jest spalony na wieki!

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Mateusz Morawiecki usprawiedliwia zbrodniarza, który skrzywdził bliską nam osobę. Czy ktokolwiek – może poza Sakiewiczem i braćmi Karnowskimi – stanąłby w jego obronie? Nie. Zatem kim są ci, którzy bronią Mazowieckiego – bolszewika, który przemianował się na demokratę? Zwyrodnialcami, zdrajcami, pożytecznym idiotą czy ofiarami manipulacji? Odpowiedzcie mi proszę.

Niech to symboliczne spalenie będzie także wyrazem szacunku dla rodzin, które straciły swoich bliskich w okresie stanu wojennego, a których katów usprawiedliwił Mazowiecki – zaznaczyłem.

Było przed 20. Po krótkiej modlitwie i odśpiewaniu Roty zakończyliśmy manifestację. Jednak dla mnie i Romana Antykomuna się nie skończyła. Zostaliśmy wezwani na komendę. Mamy ponoć usłyszeć zarzut: „zagrożenie spowodowania pożaru w miejscu publicznym”… czy jakoś tak. Doskonale wiemy, że chodzi o spalenie czerwonych zdrajców, a nie o jakiś pożar. Grozi nam po 5 tysięcy na łebka. Mamy to w nosie. Wiem, że z fantem nie zostawicie nas samych i zorganizujecie ściepę… prawda?

Następnego dnia lewactwo dostało szału, a wraz z nim niezrównoważony psychicznie Stefan Niesiołowski (przynajmniej na takiego wygląda) i „transferowicz” Jacek Protasiewicz, którzy za spalenie portretu postanowili podać mnie do prokuratury. I znów sejmowe błazny przejadą się na swojej głupocie. Orzecznictwo – chociażby Europejskiego Trybunały Praw Człowieka, na które ci wiele razy się powoływali – wskazuje jasno: palenie wizerunku polityków, a nawet króla, mieści się w granicach wolności wypowiedzi. Szczegółów nie podam. Muszę sobie coś zostawić na wypadek ewentualnego procesu.

Ważne info! 20 grudnia o godzinie 16.45 w Myszkowie (koło Częstochowy) odbędzie się spotkanie pt. „Oskarżeni o antysemityzm! Międlar i Stopa”. Ja będę opowiadał o mojej książce, a Konrad, oskarżony za rap-kawałek w którym potępia żydowskie roszczenia i ludobójstwo, opowie o procesie i podpromuje swoją płytę. Do zobaczenia. WIĘCEJ INFORMACJI TUTAJ

Przeczytaj także:

J. Międlar: „Żydostwo to integralna tkanka nowotworowa na polskim organizmie”. List otwarty do Ambasadora RP w Waszyngtonie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *