„Zabić księży!” Prymas Polski na smyczy…

Dokładnie 33 lata temu funkcjonariusze IV Departamentu MSW bestialsko zamordowali kapłana, który nie wpisywał się w narrację politycznej ustępliwości. Związano mu ręce, odcięto język i wrzucono w głębiny Zalewu Wiślanego. W dzisiejszej Polsce księży nadal się zabija, krępuje ręce, odcina języki a nawet topi, by ci na zawsze nabrali wody w usta. Teraz nie czynią tego mordercy z SB czy agenci WSI. Pod płaszczykiem „ewangelii” czynią to kościelni hierarchowie. Krępują ręce, odcinają języki i wrzucają w otchłań… Na łamach „Tygodnika Powszechnego” przyznał się do tego Prymas Polski abp Wojciech Polak, kapłan na smyczy wrogów Kościoła. Człowiek, którego nazwisko w ubiegłym roku nie było specjalnie znane.

Prymas Wojciech Polak „błysnął” już w ubiegłym roku, gdy nie znając treści wygłoszonego przeze mnie kazania na 82. rocznicy powstania ONR w Białymstoku, wyraził stanowczy sprzeciw wobec polskiego nacjonalizmu, roztropności ws. migracji islamistów oraz interpretacji starotestamentalnej niewoli egipskiej i Exodusu. Nuncjusz apostolski abp Celestino Migliore w porozumieniu z przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisławem Gądeckim i wspomnianym abp. Wojciechem Polakiem wystosował pismo do mojego ex-przełożonego ks. Kryspina Banko CM, w którym zażądali natychmiastowego suspendowania mnie, jeżeli nie przestanę sprzeciwiać się przyjmowaniu „uchodźców” i będę chwalił polski nacjonalizm. Oczywiście, prowincjał mógł się postawić, ale konsekwencje byłyby surowe dla całego zgromadzenia zakonnego. Odebranie niektórych kościołów parafialnych, a zwłaszcza odebranie „domu formacji” w Krzeszowicach, w którym misjonarze prowadzą rekolekcje dla księży z całej Polski…

Finał sprawy jest ogólnie znany. Jednak istotny jest pewien szczegół. Zostałem suspendowany zaledwie kilka godzin po tym, jak na antenie Telewizji Polskiej w programie Jana Pospieszalskiego „Warto Rozmawiać” wspomniałem o lobby homoseksualnym w Kościele i nieroztropności prymasa Polski Wojciecha Polaka w kwestii zapowiedzi hucznego świętowania rozłamu Kościoła katolickiego – Reformacji. Przypadek? Wtedy po raz drugi Polska usłyszała, jak nazywa się duchowny, który sprawuję honorową funkcję prymasa Polski.

Wokół rzeczonego prymasa, który jeszcze przed otrzymaniem sakry biskupiej nie krył lewicowych poglądów, zrobiło się głośno po raz trzeci. Tym razem za sprawą wywiadu udzielonego „Tygodnikowi Powszechnemu”. Jeśli ja usłyszę, że w Gnieźnie odbywa się jakaś manifestacja antyuchodźcza, i że na to wybierają się moi księża, to mówię krótko: każdy, który tam pójdzie, będzie suspendowany powiedział prymas Polski w rozmowie z promotorem liberalizmu katolickiego Błażejem Strzelczykiem.

Słowa prymasa Polski są znamienne. Opublikowane zostały kilka dni po manifeście abp. Stanisława Gądeckiego, którego wspomniałem powyżej. „Ewangelia wzywa do chrześcijańskiej gościnności wobec uchodźców” – 3 października w katedrze poznańskiej głosił abp Gądecki, a kilka dni później „pro-uchodźczy” manifest w postaci wywiadu publikuje „Tygodnik Powszechny”. Gądecki i Polak mówią jednym głosem. Różnica jedynie jest taka, że pod względem wykształcenia ten pierwszy przewyższa Polaka o głowę i specjalnie nie zajmuje się budowaniem „jedności” z protestantami tylko ze starozakonnymi. Jednak w jednym są zgodni: „Polska powinna przyjąć uchodźców”.

Identyczny postulat wysuwają środowiska lewicowe w Polsce, a zwłaszcza kluby Rotary International, które na remonty kościołów i kurie biskupie łożą niesłychane pieniądze. O niebezpieczeństwie, jakie niosą ze sobą „uchodźcy” (czyli islamscy imigranci) wiedzą już wszyscy i nie trzeba tego po raz kolejny tłumaczyć. Komentarz do tego mamy niemal codziennie na czerwonych paskach mediów z całego świata. Warto jedynie wspomnieć jakie konsekwencje duchowe niosą ze sobą sugestie, że „Polacy powinni przyjąć uchodźców”. To oczywiście wyparcie się wiary, o którym pisze nie kto inny, a sam Święty Paweł pod natchnieniem – w co gorąco wierzę – Ducha Świętego: A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary  i gorszy jest od niewierzącego (1 Tm 5,8). Ktoś powie: „Międlar, powtarzasz to w kółko…”. Zgoda, powtarzam ten fragment w kółko, ale robię to dlatego, ponieważ jest on najdoskonalszą odpowiedzią na działalność kościelnej hierarchii. Do pewnego czasu sądziłem, że Słowem Bożym będę w stanie przekonać hierarchów kościelnych do zmiany stanowiska. Jednak na próżno. Jak mogę wymagać, że język Ewangelii zostanie zrozumiany przez tych, którzy „wyparli się wiary” (por. 1Tm 5,8)?

Słowa abp Polaka o suspendowaniu księży, którzy nie wpisują się w narrację podważającą wiarę w Boga (por. 1 Tm 5,8) brzmią jeszcze dobitniej, jeżeli odczytamy je w kontekście 33. rocznicy bestialskiego mordu na księdzu Jerzym Popiełuszce. Mordu na kapłanie, który nie pozwolił, aby pod naciskiem komunistycznej władzy wywieziono go z Polski na studia do Rzymu. Mordu na duszpasterzu, który nie zostawił tych, których Bóg postawił na jego drodze. Mordu na człowieku, który za nic miał polit-poprawność, na którą cierpi Konferencja Episkopatu Polski. Ks. Jerzy Popiełuszko nie dał się zamknąć w zakrystii, nie dał się zamknąć na plebanii, a swoich kazań nie opakował w poli-poprawny bełkot. Zapłacił za to najwyższą cenę, gdyż, jak sam powtarzał: „Rola księdza jest taka, by głosić prawdę i za prawdę cierpieć, a jeżeli trzeba, nawet za prawdę umrzeć”.

Nie rozumieją tego kościelni hierarchowie, którzy za wszelką ceną chcą zamknąć prawdę za murami kościelnych świątyń, a „niepokornych” kapłanów związać, „uciąć” język i wrzucić w otchłań „nieobecności”. Bo czy niemalże tym samym, tylko nieokupionym krwią, ale nierzadko wielkim cierpieniem, jest odebranie kapłanowi możliwości głoszenia prawdy, zamknięcie go w klasztorze, a ostatecznie, pod naciskiem Gazety Wyborczej i mediów jej podobnych, nałożenie suspensy? Czyż tak właśnie nie postąpiono ze mną? Każdy artykuł w Gazecie Wyborczej na mój temat kończył się wezwaniem na dywanik u prowincjała Kryspina Banko. Było też wyrzucenie z parafii, zakaz uczestniczenia w zebraniach, „więzienie” dla księży, a ostatecznie suspensa.. Metoda przemyślana. Krew się nie rozlała, ale „niewygodnego” i „niepokornego szczeniaka” pozbyliśmy się na dobre.

Rozlanie krwi w dzisiejszych czasach nie służy wrogom Kościoła. Krew męczenników zawsze przynosi owoc obfity i odwrotny skutek od zamierzonego przez oprawcę. Tak samo i tutaj. Hierarchia kościelna na usługach klubów Rotary oraz Gazety Wyborczej głosi liberalizm katolicki i pod przykrywką pomocy potrzebującym „zabija księży”, którzy mają odwagę wyjść przed szereg i nie podeptać powołania, które przeprowadziło ich przez progi seminarium: „Rola księdza jest taka, by głosić prawdę i za prawdę cierpieć, a jeżeli trzeba nawet za prawdę umrzeć”. Szykany i suspensa to takie nowoczesne morderstwo, którego dziś nie dopuszczają się funkcjonariusze IV Departamentu MSW, ale przełożeni, którzy w imieniu Chrystusa powinni stawać w obronie prawdy i w obronie swych „domowników”. Tymczasem, będąc na smyczy wrogów Kościoła, zabijają-suspendują tych, którzy nie podobają się mocodawcom księdza prymasa.

Metoda abp. Polaka może być nawet jeszcze gorsza niż ta, której dopuścili się Piotrowski, Chmielewski i Pękala. Niesprawiedliwa suspensa to powolna śmierć. Śmierć ze świadomością straty i poczuciem, że odebrano suspendowanemu możliwość ratowania Kościoła. Dla słabego psychicznie kapłana może okazać się swoistą Gehenną, którą zgotowały mu „wilki w owczych skórach”.

5 komentarzy do “„Zabić księży!” Prymas Polski na smyczy…

  1. Kocham Księdza Natanka, katolickiego Taliba i góralskiego naturszczyka. Dopiero suspendowanie, uwolniło jego apostolska misję, od koniunkturalizmu w imię świętego spokoju. Pokój serca, to świadomość wolności od własnego myślenia i gdybania, bo nie znamy skutków naszych działań. Zna je tylko Bóg i Jego dusza, Duch Święty. Każdy z nas coś sobie kiedyś wyśnił. Takie de ja wu. Czyli wszystko już było i módlmy się, by się skończyło dla wszystkich ” wesołym oberkiem” na zielonych pastwiskach. Każdy ma prawo do błędów, skruchy i przebaczenia. Wszystkie włosy są policzone, a dla Boga, nie ma przypadków. Szczęście, to satysfakcja ze służenia Mu, wiedzą i intelektem, przestrzeganiem Jego Prawa Miłości. Dekalog, molestowany przez Mojżesza Bóg, dał dla empatycznie niedorozwiniętych jego współplemieńcom, by się przynajmniej wzajemnie nie zabijali i okradali. Dekalog Świętego Augustyna to „Kochaj, miłuj i rób co chcesz” a nie zranisz Boga i bliżnich swoją wolnością. Najważniejsza jest miłość, a jej apogeum, czyli Himalajami, kochanie nieprzyjaciół, bo bez łaski wiary, /którą daje Bóg, by zakończyć znęcanie się rozumu nad sercem duszy/, nigdy nie wiedzą co czynią. Dziś lemingi mają dekalog Owsiaka „róbta co chceta” bo piekła ni ma, to i nieba też nie będzie. Katolicyzm i życie w łasce uświęcającej to winda do nieba. Reszta, ekumenicznej braci, ma schody do czyśćca. Módlmy się o łaskę wiary dla nich, całej planety, ze stacją orbitalną włącznie. Ja się modlę za tych, co śmiecą i nie śmiecą, czyli za wszystkich. Podniesienie czyjegoś śmiecia na ulicy to akt Miłości do Boga, Jego Królestwa. Bez łaski wiary nieosiągalne. Powierzam wszystkich przenajświetszej krwi Zbawiciela i Jego Sercu, cnót wszelakich bezdennej głębinie, by te dusze, po obmyciu krwią. upanierował w sercu w cnoty którym im brakuje do zbawienia. Szczęść Boże

  2. Chciałbym księdza zapytać co ksiądz sądzi na temat nauczania O. Adama Szustaka, którego wypowiedzi są czasem kontrowersyjne, szczegulnie te dotyczące Papierza Franciszka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *