NOWE FAKTY! Prokurator usprawiedliwił promocję banderyzmu, a oskarżył za antybanderowskie wlepki. Sprawę przekazujemy do Ziobry

Kilka tygodni temu informowałem o podwójnych standardach polskiej prokuratury w artykule pt. „UJAWNIAMY! Prokuratura usprawiedliwia promocję banderyzmu w szkołach, a oskarża Polaka-przeciwnika szowinizmu”. We Wrocławiu oskarżono Krzysztofa Madeja za zerwanie plakatu z banderowską symboliką, a usprawiedliwiono promocję banderyzmu w szkołach w Bartoszycach i Górowie Iławeckim. W odpowiedzi na publikację otrzymałem wiele maili, w tym od Roberta z Olsztyna. Został oskarżony o „mowę nienawiści” za przyklejanie antybanderowskich wlepek. Absurd tym większy, że oskarżył go prokurator, który kilka miesięcy wcześniej w wywieszaniu banderowskich transparentów i promocji szowinistycznych podręczników w szkołach nie widział nic zdrożnego.

PRZECZYTAJ: TYLKO U NAS! Podręcznik „Bandera i Ja” w języku polskim. Czego uczą się ukraińskie dzieci?

Rzeczony prokurator to Adam Jaroczyński z Prokuratury Rejonowej Olsztyn-Północ. W upowszechnianiu podręcznika „Bandera i ja” przedstawiającego zbrodniarza Stepana Banderę jako bohatera narodowego oraz upublicznianiu oraz produkcji symboli banderowskich w szkołach w Bartoszycach i Górowie Iławeckim Jaroczyński nie widział nic złego. Natomiast czynu zabronionego doszukał się w rozlepianiu wlepek zawierających hasło „UPA – ukraińscy mordercy” oraz przekreślony portret Stepana Bandery.

Robert z Olsztyna, który przesłał mi pełną dokumentację prowadzonego postępowania, został oskarżony o nawoływanie do nienawiści polegające na przyklejeniu na samochód obywateli Ukrainy wlepek „UPA – ukraińscy mordercy” oraz o posiadanie 4 nalepek z wizerunkiem Stefana Bandery, które to nalepki zdaniem prokuratury nawołują do nienawiści (art. 256 kk) oraz znieważają poszczególne osoby z powodu ich przynależności narodowej (art. 257 kk), za co grozi mu do 2 lat więzienia. Nie, nie został oskarżony o niszczenie mienia Ukraińców, ale o „mowę nienawiści”, a zatem z paragrafu, który niczym drewniana pałka służy do stawiania zarzutu tym, którzy nie wpisują się w narrację politycznej poprawności.

Jakimi kategoriami kierował się prokurator Jaroczyński? Czy nazwanie mordercami żołnierzy z Ukraińskiej Powstańczej Armii, którzy w 1943 torturowali i zabijali Polaków tylko dlatego, że byli Polakami, jest mową nienawiści czy prawdą? Bo jeśli oni nie są dla prokuratora mordercami, to w takim wypadku kto nim jest? Czy przekreślony wizerunek ukraińskiego szowinisty Stepana Bandery, który jest odpowiedzialny za usystematyzowanie ukraińskiego szowinizmu i bestialskie mordy sześćdziesięciu tysięcy Polaków, to nawoływanie do nienawiści? Jeśli tak, to w rozumieniu Jaroczyńskiego przekreślenie twarzy Adolfa Hitlera również jest mową nienawiści wymierzoną w kierunku narodu niemieckiego. Czy to nie jest absurdalne? Czy zdaniem prokuratora Jaroczyńskiego Ukraińcy, którzy sprzeciwiają się zbrodniom i ideologii UPA (a są również tacy) powinni być karani? Czy powinni być również karani wszyscy ci, którzy nie chcą, aby po raz kolejny na polskiej ziemi rozlała się szowinistyczna zaraza? A może należałoby ukarać autorów podręczników do historii i Wikipedii, którzy sugerują, że żołnierze UPA to mordercy? Idąc tym tokiem rozumowania: czy w takim razie polski prokurator usprawiedliwiający ukraiński szowinizm nie usprawiedliwia równocześnie pozostałych szowinizmów, z niemieckim nazizmem włącznie, plując przy tym na polską konstytucję (art. 13), która zakazuje promowania ideologii totalitarnych oraz depcząc gwarantowaną w demokratycznym państwie wolność słowa?

Stanowisko prokuratora Adama Jaroczyńskiego jest absurdalne. Z jednej strony usprawiedliwia upowszechnianie symboliki banderowskiej w polskich szkołach, a z drugiej oskarża tego, który z totalitaryzmem walczy. Ciężko w tym miejscu orzec, jakimi kryteriami kierował się prokurator z Olsztyna. Być może Jaroczyński żywi szczególny sentyment lub jest silnie spokrewniony lub spowinowacony z przedstawicielami społeczności ukraińskiej, która – jak doskonale wiemy – Banderze stawia pomniki, a wręcz go gloryfikuje. Nawet gdyby tak było, to nie jest to dla prokuratora żadnym usprawiedliwieniem, ponieważ jest on zobowiązany, bez bez względu na jakiekolwiek powiązania, kierować się prawdą i obiektywizmem, a nie prywatnymi przekonaniami.

Co ciekawe, w listopadzie ubiegłego roku, kilka dni po tym, jak rozpoczęto szykany wobec Roberta z Olsztyna, na Allegro wycofano sprzedaż identycznych wlepek, które rozklejał oskarżony. Czyżby sprzedawcy postawiono takie same zarzuty które usłyszał Robert, ale nie postawiono ich dyrektorkom szkół w Bartoszycach i Górowie Iławeckiem? W tym miejscu warto dodać, że dyrektorką drugiej szkoły jest córka posła Platformy Obywatelskiej, potomka banderowca Mirona Sycza, który przyznał, że został wychowany w atmosferze nienawiści do Polaków. Przypadek czy zaangażowanie gorliwego w usprawiedliwianiu szowinizmu i walce z patriotyzmem prokuratora Adama Jaroczyńskigo?

Oba prowadzone przez prokuratora postępowania: promocja banderyzmu w polskich szkołach oraz oskarżanie o mowę nienawiści mężczyzny, który totalitaryzmowi się sprzeciwił, prowadzą do następujących wniosków. Kompetencje prokuratora Adama Jaroczyńskiego są mizerne. Albo przedkłada on własny światopogląd ponad polskie prawo, albo ma wyraźne braki w rozumieniu kanonów prawnych. Nie ma żadnych wątpliwości, że ministerstwo sprawiedliwości winno zająć się sprawą prokuratora, a my w tym z pewnością pomożemy. Ministerstwo sprawiedliwości powinno również interweniować w sprawie umorzenia całego postępowania, czego w złożonym wniosku domaga się oskarżony z Olsztyna.

Nie ma zgody na to, by oskarżani byli polscy patrioci za to, że walczą z banderowską propagandą. Nie ma też zgody na to, by w polskim wymiarze sprawiedliwości posługiwał człowiek, który pluje Polakom w twarz. Rodzi się jeszcze jedno pytanie: Kto stoi za promocją banderyzmu w Polsce? 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *