„Nowy Testament nie potępia homoseksualności”, czyli jak próbuje się wypaczyć Pismo Święte

Obrzydliwość, bezeceństwo, zło… To trzy z wielu określeń, które zostały zapisane w Biblii na określenie dewiacji homoseksualnych. Zapewne niejednego dewianta te określenia kolą w oczy. Jednak nie jest to powód do tego, aby przeinaczać Pismo Święte i – w myśl powszechnego relatywizmu – Ewangelię dostosowywać do świata, a nie świat do Ewangelii. A tak niestety starają się czynić „teologowie”, a wraz z nimi bezwstydni pederaści i lesbijki.

Nowy Testament nie mówi nic o miłości pomiędzy osobami tej sami płci w takim rozumieniu, jak to widzimy i doświadczamy dzisiaj. Ale o wykorzystywaniu i traktowaniu rzeczowym drugiego człowieka – w oparciu o infernalne interpretacje brytyjskiego pastora Steve’a Chalke napisano na gejowskim portalu queer.pl w artykule „Czy Biblia naprawdę gani za homoseksualność?”.

Ciężko Steve’a Chalke nazwać pastorem, a tym bardziej teologiem, skoro w tak wybiórczy sposób traktuje Pismo Święte, któremu podobno protestanci oddają należne pierwsze miejsce w życiu (por. sola scriptura). Rozumiem, że sam pastor Chalke może mieć problem z pociągiem do osób tej samej płci, ale to nie przesłanka ku temu, by czynił niemalże to samo co aktor Ian McKellen. Znany z roli Gandalfa we Władcy Pierścieni, kilka lat temu przyznał, że za każdym razem, gdy w hotelowym pokoju natrafia na Pismo Święte, wyrywa kartki z perykopami potępiającymi grzech pederastów. Robi to, jak twierdzi, z poczucia obowiązku, by ustrzec innych przed „homofobicznymi” tezami, które „są szkodliwe dla czytelników”. Zdaje się, że to samo czyni Steve Chalke, a wraz z nim zastęp innych protestanckich (np. Daniel Helminiak, Paul Oestreicher, Robert Goss) i katolickich „teologicznych mędrców” (o. James Martin SJ). Postępują w myśl zasady: „Skoro fakty nie pasują do teorii, precz z faktami”. I tak oszukują pogubionych homoseksualistów i utwierdzają ich w czynieniu zła, tym samym ponosząc współodpowiedzialność za zło moralne, które jest udziałem praktykujących dewiantów.

Jak bardzo myli się brytyjski pastor twierdząc, że „Nowy Testament nic nie mówi o miłości między osobami tej samej płci”? Wystarczy sięgnąć po Pierwszy List Świętego Pawła Apostoła do Koryntian: Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą (…) nie odziedziczą Królestwa Bożego (6,9b; por. 1 Tm 1,10). Prawdę mówiąc nawet polski duchowny, były pracownik Kongregacji Nauki i Wiary ks. Krzysztof Charamsa, w tak bezczelny sposób nie pominął słów Apostoła Narodów. Chociaż w gruncie rzeczy, jego interpretacja tego fragmentu jest równie kłamliwa co zupełnie jego pominięcie. Łączy go z innym fragmentem adresowanym do Koryntian. Charamsa twierdzi, że „oścień dla ciała” (por. 2 Kor 12,7), o którym pisał św. Paweł Apostoł, był skrywanym przez niego homoseksualnym popędem. Co więcej, kapelan środowisk LGBT+ w autorskiej książce „Kamień Węgielny” uznał, że już będąc młodzieńcem domyślał się, że w św. Pawle tkwiła „tajemnica homoseksualizmu”. Nazwał to „osobistą pawłową egzegezą”.

Ukrywał własną homoseksualność. Jeśli byłaby to prawda, tłumaczyłoby to po części fakt, dlaczego miał obsesję na punkcie seksualnych stosunków między mężczyznami, w których widział diabła. Dziś tę fiksację określiłbym mianem homofobicznej, czyli przesiąkniętej strachem i odrzuceniem samego siebie jako geja. (K. Charamsa, „Kamień Węgielny”, s. 69)

Gdyby przyjąć interpretację Krzysztofa Charamsy, ponad 90% mężczyzn nietolerujących homoseksualizmu jako czegoś zdrowego, byłoby skrywającymi swoją „tajemnicę” pederastami. Żylibyśmy w świecie pełnym pederastów, a dzieci rodziły by się tylko w wyniku hereto-dyktatury – jak chętnie stwierdza Charamsa – która panuje w świecie. Jak trefna jest to „egzegeza” (swoją drogą „teolog” Charamsa nie zna prawdziwego znaczenia słowa „egzegeza”) nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Posługując się tego typu metodą moglibyśmy dostosować słowa Pisma Świętego do wszystkich zachcianek, jakie tylko przyszłyby nam do głowy. Podważylibyśmy każde przykazanie i każde przesłanie, które pozostawił nam Bóg w Nowym Testamencie.

Wspomniany portal dla homoseksualistów (queer.pl), w oparciu o „nowoczesną teologię” pastora Chalke, stara się przekonać czytelników do tego, że słowa św. Pawła należy odczytywać w kontekście historycznym i kulturowym. A kontekst historyczny jest bardzo prosty. Koryntianie borykali się z problemem uszlachetnianej przez społeczeństwo pedofilii i zezwierzęconych orgii homoseksualnych, które zasługiwały na radykalne potępienie, tak jak uczynił to Bóg w czasach Starego Testamentu, nazywając homoseksualizm obrzydliwością (Kpł 18,22; 20,13), bezeceństwem i złem (Sdz 19,23) oraz grzechem przeciwnym naturze (Mdr 14,26) (por. także Rdz 19,4-13Kpł 18:22.24-25.29; 20,13; Sdz 19,22-25).

Duchowny, wykorzystując starożytną sztukę i badania archeologiczne w Pompejach, udowadnia, że Nowy Testament nie potępia homoseksualności – napisał queer.pl powołując się na słowa Steve’a Chalke. I dalej cytuje brytyjskiego pastora: To wyniki ignorancji i braku wiedzy o starożytnym świecie. Penetracja analna była popularną formą współżycia między panem a niewolnikiem, formą antykoncepcji czy wśród gladiatorów. To jest świat Nowego Testamentu.

Kolokwialnie mówiąc, co ma piernik do wiatraka? Czy interpretacja Sitz im Leben, o której w rzeczywistości mówi Chalke, ma sugerować, że „penetracja analna” była i jest wyrazem szczególnej miłości mężczyzny do mężczyzny? Proszę wybaczyć, ale tłumaczenie brytyjskiego pastora jest tak żałośnie pokręcone, że nawet szkoda tracić czas na próbę jego rozszyfrowania. Czy w takim wypadku potępienie przez św. Pawła związków jednopłciowych było najzwyklejszą w świecie metaforą mającą na celu przestrzec przed gwałtami i przemocą seksualną? Z kontekstu wypowiedzi autora listu do Rzymian i Koryntian w żadnym wypadku to nie wynika. Święty Paweł, opierając się na przekazie zawartym w Starym Testamencie, zdrowym rozsądku oraz na naukach przekazanych przez Gamaliela i apostołów, głosił to, co Bóg pozostawił do wierzenia. Tylko ślepy nie spostrzegłby, że interpretacja brytyjskiego pastora to próba dostosowania Nowego Testamentu do swoich zwyrodniałych potrzeb.

W tym miejscu może ktoś zapytać: dlaczego zatem Biblia nie wypowiada się wprost na temat tego, czy homoseksualizm ma podłoże biologiczne? Odpowiedź jest oczywista. Biblia nie jest podręcznikiem do biologii lub psychologii humanistycznej Carla Rogersa, w której pochyla się nad biologicznymi czy społecznymi źródłami dewiacji. Jest księgą teologiczną ze wskazaniami moralnymi, które mają ustrzec człowieka i świat przed zepsuciem, a w konsekwencji doprowadzić do zbawienia.

Niektórzy „teologowie” wręcz prześcigają się w tym, kto wyprodukuje bardziej „błyskotliwą” interpretację Nowego Testamentu, po to tylko, by usprawiedliwić potępiony przez Boga grzech sodomski. Grzech, który z całej litanii nieprawości w Biblii, jest traktowany przez Boga w sposób zupełnie bezwzględny.

Jedni interpretatorzy starają się dowieść gejowskiej miłości między Dawidem a Jonatanem opierając swoją teorię o słowa: Żal mi ciebie, mój bracie, Jonatanie. Tak bardzo byłeś mi drogi! Więcej ceniłem twą miłość niżeli miłość kobiet. (2 Sm 1,26) Pseudo-teologowie świadomie przemilczają fakt, że użytym w tamtym miejscu rzeczownikiem „miłość” (ahabah) określano bliską relację przyjacielską, a nawet relację między Bogiem a człowiekiem (np. por. Joz 22,5; interpretacja Daniela Helminiaka).

Są również i tacy, którzy homoseksualizm próbują przypisać Jezusowi, dowodząc to uzdrowieniem sługi setnika oraz przyjacielskimi relacjami z Janem Apostołem (interpretacja Paula Oestreichera lub Roberta Gossa). Czy pederastom tak trudno sobie wyobrazić, że istniało i nadal istnieje coś takiego jak przyjaźń między mężczyznami? Czy dla nich wszystko musi się sprowadzać do seksu analnego i francuskiej miłości?

Nie ma żadnych podstaw do tego, aby stwierdzić, że św. Paweł i cały Nowy Testament, nie wspominając już o Starym, nie gani homoseksualnych aktów. Potępia je jako poważne deprawacje. I żadna przesączona marksizmem i relatywizmem trefna interpretacja „teologów” i, nie daj Boże, adhortacja apostolska tego nie zmieni. Ponadto, akty homoseksualne z punktu widzenia antropologii są wypaczeniem człowieczeństwa oraz są sprzeczne z prawym rozumem. Za pederastów winniśmy się modlić, ale nie dopuszczać do ich manifestacji i broń Boże do adopcji dzieci i legalizacji związków, które nie mają nic wspólnego z planem Bożym dotyczącym małżeństwa i rodziny (Kongregacja Nauki Wiary, „Uwagi dotyczące projektów legalizacji związków między osobami homoseksualnymi”, p. 6).

Źródło: http://wprawo.pl

4 komentarze do “„Nowy Testament nie potępia homoseksualności”, czyli jak próbuje się wypaczyć Pismo Święte

  1. Nowy Testament nic nie podaje w kwestii stosunków seksualnych pomiędzy mężczyzną a słonicą. Czyt to oznacza że dopuszczalne są takie stosunki, pomijając fakt samej praktycznej możliwości???

  2. Cenna i bardzo trafna analiza … szkoda tylko że w świecie funkcjonują jednostki o wypaczonych umysłach które deprawują czyste i niewinne stworzenia … nie potępiają zła , a wręcz gloryfikują zgniliznę tego staczającego się świata .
    Zło jest złem i należy nazywać je w sposób zdecydowany, bez owijania w bawełnę i tworzenia fałszywej interpretacji na potrzeby wąskiej grupy osób chorych z rozmaitymi dewiacjami .. te osoby po prostu trzeba leczyć a nie utwierdzać w przekonaniu ,że wszystko co robią da się usprawiedliwić , wyjaśnić i zaakceptować .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *