JEDNA CZY WIELE RELIGII? Dialog międzyreligijny (1/5)

Pojęcie „dialogu międzyreligijnego” ostatnimi czasy odmieniane jest na wszystkie możliwe przypadki. Nie stroni od tego papież Franciszek, który w owym „dialogu” widzi swoiste uzdrowienie współczesnego świata. Problem w tym, że źle pojęty, prowadzący do relatywizacji objawienia oraz synkretyzmu religijnego „dialog międzyreligijny”, nic nie ma wspólnego z wolą Bożą. Czy zatem można mówić o wielu religiach? Czy Jezus prowadził dialog międzyreligijny? Czy my mamy go prowadzić? Jeśli tak, to jak miałby wyglądać i jaki byłby jego cel? Na te i inne pytania, w możliwie przystępny sposób postaram się odpowiedzieć w serii publikacji na temat dialogu międzyreligijnego.

W styczniu 2016 roku Watykan opublikował film, w którym główną rolę odgrywa papież Franciszek. To nagranie z kategorii „filmów propagandowych”, w którym Ojciec Święty bagatelizuje wiarę w Jezusa Chrystusa, sugerując konieczność zjednania ze sobą wszystkich możliwych denominacji religijnych. Próba zaprowadzenia synkretyzmu religijnego to istne zaprzeczenie dialogu, który za przykład daje nam Chrystus w Piśmie Świętym. Temat jest w istocie niezwykle zawiły i – jak się okazuje – niezwykle naglący, dlatego postaram się wytłumaczyć go w sposób możliwie przystępny, wpierw wyjaśniając fundamentalne kwestie.

Religie z perspektywy wiary

Podstawowa sprawa. Czy można mówić o wielu religiach? Gdyby bezrefleksyjnie zaakceptować pojęcie „dialogu międzyreligijnego” stwierdzilibyśmy, że tak. Jednak nie jest to takie oczywiste. Z punktu widzenia dogmatycznego, a więc patrząc na sprawę z perspektywy wiary, prawdziwa religia jest tylko jedna – religia katolicka. Dlaczego? Ponieważ jest komplementarna z Bożym Objawieniem. Nie może nią być na przykład islam, judaizm czy hinduizm (o buddyzmie, będącym jedynie prądem filozoficznym nawet nie wspominając, ponieważ ma charakter nonteistyczny, tzn. że nie uznaje istnienia Boga), ponieważ doktryna islamu, judaizmu i hinduizmu nie jest w zgodzie z tym wszystkim, co Bóg zamanifestował (tota sua praesentia ac manifestatione), a zostało przekazane w Biblii i Tradycji. Ponadto z perspektywy katolika, nie można mówić o innych prawdziwych religiach, ponieważ uznanie innych denominacji podważałaby prawdziwość religii katolickiej, a konsekwencji samej wiary członka Kościoła.
Żadnych złudzeń nie pozostawia Pismo Święte, które fałszywe religie określa mianem Wielkiego Babilonu czy Wielkiej Nierządnicy (por. 2Kor 6,14-18; Ap 18,21). W Biblii zapisanej pod natchnieniem Ducha Świętego, nie ma miejsca na jakąkolwiek aprobatę fałszywych religii.

Zero tolerancji

Przez wieki w oficjalnym nauczaniu podkreślał to Kościół katolicki, w żaden sposób nie tolerując fałszywych religii. Wystarczy wspomnieć o papieżu Piusie V czy Innocentym XI, którzy nie przebierali w słowach wypowiadając się o wierzeniach mahometan. Tak było aż do czasów Soboru Watykańskiego II. Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań [mowa o zjazdach interreligijnych – przyp. JM], ponieważ one polegają na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania. Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie i wpadając krok po kroku w naturalizm i ateizm (p. Pius XI, enc. Mortalium Animos, 1928). Jednak w latach 60. XX wieku, w oficjalnym nauczaniu Kościoła katolickiego zaszły zdecydowane zmiany.

Zgniłe owoce SWII

Po ostatnim soborze, oficjalna narracja Kościoła katolickiego w tej sprawie uległa relatywizacji. Świadczy o tym chociażby Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich „Nostra aetate” (1964). Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu wypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi (Nostra aetate, 2). W tym fragmencie dokumentu soborowego, religiom które nie opierają się na Bożym Objawieniu, a są wytworem ludzkiego umysłu przypisano „ziarna prawdy” (semina verbi). W dokumencie znalazło się również wiele innych kłamliwych treści, mających na celu uwiarygodnienie fałszywych religii. Na przykład za autentyczne uznano „objawienie” islamu, mahometanom przypisano darzenie szacunkiem Pana Jezusa i Matkę Najświętszą (p. 3), podczas gdy Jezus i Maryja Koranu a Jezus i Maryja Biblii to dwa różne świata; ponadto nonteistyczny buddyzm niemalże dano za przykład do naśladowania (p. 2). Również w Konstytucji Duszpasterskiej o Kościele „Gaudium et spes”, będącej najważniejszym dokumentem Soboru Watykańskiego II, znalazło się miejsce na budowanie przekłamanej narracji o prawdziwości innych „religii” od katolickiej. Wszyscy wierzący, jakąkolwiek wyznawaliby religię, zawsze w mowie stworzeń słyszeli głos i objawienie Stwórcy (Gaudium et spes, 32). W zdaniu użyto określenia „jakąkolwiek religię”, na które z punktu widzenia Biblii i Tradycji po prostu nie może być zgody. Za przykład należy postawić buddyzm i hinduizm, którym obca jest idea Boga Stwórcy. Jak zatem wyjaśnić określenie użyte w dokumencie soborowym?

Pluralizm religijny

Dokumenty soborowe doprowadził do rozwoju infernalnych teorii relatywistycznych mających na celu usprawiedliwienie tzw. pluralizmu religijnego, którego celem jest podważenie prawdy o ostatecznym i całkowitym charakterze objawienia Jezusa Chrystusa, sugerując że wszystkie religie są drogami zbawieni (por. J. Hick i P. F. Knitter). Gdyby było tak jak pisał Hick i Knitter, charakter misyjny Kościoła traciłby jakikolwiek sens. Odpowiedzią na tego typu stan rzeczy miał być opublikowany z inicjatywy kard. Josepha Ratzingera dokument Kongregacji Nauki Wiary „Dominus Iesus” (2000). Z jednej strony potępił teorie pluralistyczne, z drugiej zaś strony nie powrócił do przedsoborowego – notabene słusznego – radykalizmu, gdzie wszelkie inne „religie” poza religią katolicką, są określane mianem fałszywych.

Religie a filozofia

Bez względu na to jak w istocie pokrętne jest obecne, oficjalne stanowisko Kościoła w kwestii fałszywych religii takich jak islam, judaizm czy hinduizm, na religiach nie będących w zupełnej zgodzie z Bożym Objawieniem, Biblia nie pozostawia suchej nitki, a to Ona jest dla katolików fundamentem wiary. Jednak, gdyby spojrzeć na problem pojęcia wielości religijnej z punktu widzenia filozofii, co jest wpisane w pojęcie „dialogu międzyreligijnego” sprawa wygląda inaczej. Jeśli religia – w ujęciu filozoficznym – jest relacją bytu osobowego z jakimś specyficznym bytem samoistnym, który w teorii nazywany jest Absolutem, to możemy mówić o różnych religiach. W tym ujęciu pojęcie dialogu międzyreligijnego jest poprawne.

Zwłaszcza na potrzeby dalszych refleksji uznajmy, że pojęcie „dialogu międzyreligijnego” jest poprawne i takim, w kolejnych częściach publikacji na temat, będę się posługiwał. Nie zmienia to jednak faktu, że z punktu widzenia Boga oraz mającego Go naśladować katolika (por. Kpł 11,44-45; 19,2; 20,7; 1P 1,16; por. 1P 1,15) nie może być zgody na jakąkolwiek aprobatę prowadzących na manowce fałszywych religii.
W kolejnej części publikacji o dialogu w Piśmie Świętym.

Przeczytaj także:

Jak Jezus rozmawiał z innowiercami? Jak rozmawiałb... POPRZEDNIA CZĘŚĆ PUBLIKACJI: Czy jestem gotowy na dialog z innowiercami? Dialog międzyreligijny (3/5) Każdy ochrzczony jest powołany do dialogu z w...
„Prymitywny katolicyzm, zacofanie…” i „menta... Jak nie komediantka Maja Ostaszewska to aksjologiczna wywłoka Krystyna Janda zabiera głos w sprawach politycznych, na których kompletnie się nie zna. ...
Czy jestem gotowy na dialog z innowiercami? Dialog... Jesteśmy powołani do naśladowania Boga, a w konsekwencji do prowadzenia dialogu z innowiercami. To nie ulega żadnej wątpliwości. Świadczy o tym tajemn...